Widzisz posty wyszukane dla zapytania: PKO BP Oddział Kraków

Rekordowa sprzedaż detalicznych obligacji skarb...

Rekordowa sprzedaż detalicznych obligacji skarb...
zapewne Akadiusz K. z Min. Fin. (oraz z Rady Nadzorczej PKO BP,
cóż za zbieg okoliczności) i Jan K. z BDM PKO mają powody do
zadowolenia, bo rośnie sprzedaż obligacji, to pozostaje duża
grupa dyrektorów oddziałów banku, którzy te obligacje
sprzedają, a złorzeczą pod nosem na wspomnianych wcześniej
panów. Otóż tym dyrektorom najnormalniej w świecie spadają
poziomy depozytów w oddziałach i nie mają oni powodu do
radości. Na comiesięcznych naradach sprzedażowych ich
dyrektorzy regionalni (W-wa,Katowice, Poznań, Kraków etc)
wrzeszczą na nich, że spada sprzedaż depozytów i do niczego się
nie nadają, że lepiej ich zwolnić etc. Nikt tego oficjalnie nie
powie, ale zbliża się termin ustalania planu finansowego na
2004 rok (dla oddziałów, dla oddziałów regionalnych, wreszcie
dla centrali tego "najwspanialszego" banku), jak ci biedni
nieboracy poradzą sobie z zaplanowaniem wzrostu (podkreślam -
wzrostu) poziomu depozytów tego nie wiem, ale wiem, że z ust
wspomnianych dyrektorów odpowiedzialnych za sprzedaż w
oddziałach padają słowa powszechnie uważane za obelżywe pod
adresem panów Arkadiusza K. i Jana K., więc nie piszcie już
więcej takich wiernopoddańczych tekstów.

 » 

PKO BP: już nie dla Kowalskiego

Bzdury. Jesli PKO BP chce zdobyc klientow, proponuje niezawodne srodki:
- oprocentowanie przynajmniej 3% w skali roku na rachunkach a-vista;
- przyjazne klientom godziny otwarcia placowek, przynajmniej 7:00-20:00 (zeby
nie bylo takich skandali jak w budynku UM w Krakowie przy al. Powstania
Warszawskiego: urzad przyjmuje klientow od 8:00 do 18:00, a ODDZIAL(!!!) PKO BP
w tym samym budynku jest czynny od 10:00 do 17:00). Na poczatek proponuje
uruchomienie placowek w hipermarketach, przy czym oczywiscie te placowki
powinny byc czynne dokladnie w tych samych godzinach co sklepy hipermarketu,
nawet calodobowo;
- czynne 7 dni w tygodniu (przynajmniej 7:00-20:00) placowki w wiekszych
miastach i miejscowosciach letniskowych, na glownych stacjach PKP i na
wszystkich lotniskach;
- wprowadzenie reguly "trzeciego okienka" przy zalatwianiu spraw wymagajacych
od klienta wypelniania jakichkolwiek formularzy (a wiec innych niz wplaty,
wyplaty, przelewy): te sprawy zalatwia sie przy TRZECIM aktualnie czynnym
okienku. Nie moze byc tak, ze kolejka przez pol godziny czeka, bo akurat przy
jedynym czynnym okienku ktos zaklada konto czy tp.
- obnizenie do rozsadnego poziomu haraczy za wszelkie wplaty, przelewy etc. Nie
ma zadnego uzasadnienia oplata wyzsza niz 5 zl za przeslanie na cudze konto
kwoty 1000 zl., a nawet watpie, czy i ta uda sie przekonujaco uzasadnic.

Kolejna duża firma "ucieka" z Rzeszowa...

Gość portalu: MARTIN napisał(a):

> Kolejna firma-instytucja przenosi siedzibę z Rzeszowa do innego miasta, tym
> razem zakład eneretyczny po połączeniu z innymi będzie miał siedzibe...w
> Kielcach lub Radomiu, a co na to nasi decydenci w zupełności mają to daleko
> gdzieś. A oto urywek wypowiedzi pani rzecznik wojewody:"... Fakt, iż jego
> organ nadzorujący powstanie w innym mieście jest wewnętrzną sprawą
energetyki.
> ". Brakuje mi poprostu słów.
> A w oststnim czasie z Rzeszowa, Podkarpacia wybyły:
> do Krakowa - PKP zarządy firm kolejowych (został tylko Zakład Lini
Kolejowych)
> do Lublina - Oddział Regionalny PKO SA
> do Tarnowa - Karpacka Spółka Gazownictwa
> do woj. małopolskiego - gmina Szerzyny
> A nasi kochani decydenci sobie balują za nasze pieniądze nie przejmując się
> losem regionu - naszym losem!

PKO BP SA

Kolejna duża firma "ucieka" z Rzeszowa...

chris1970 napisał:

> Gość portalu: MARTIN napisał(a):
>
> > Kolejna firma-instytucja przenosi siedzibę z Rzeszowa do innego miasta, ty
> m
> > razem zakład eneretyczny po połączeniu z innymi będzie miał siedzibe...w
> > Kielcach lub Radomiu, a co na to nasi decydenci w zupełności mają to dalek
> o
> > gdzieś. A oto urywek wypowiedzi pani rzecznik wojewody:"... Fakt, iż jego
> > organ nadzorujący powstanie w innym mieście jest wewnętrzną sprawą
> energetyki.
> > ". Brakuje mi poprostu słów.
> > A w oststnim czasie z Rzeszowa, Podkarpacia wybyły:
> > do Krakowa - PKP zarządy firm kolejowych (został tylko Zakład Lini
> Kolejowych)
> > do Lublina - Oddział Regionalny PKO SA
> > do Tarnowa - Karpacka Spółka Gazownictwa
> > do woj. małopolskiego - gmina Szerzyny
> > A nasi kochani decydenci sobie balują za nasze pieniądze nie przejmując si
> ę
> > losem regionu - naszym losem!
>
> PKO BP SA

no tak bo mamy PeKaO S.A. i PKO BP S.A. a więc oddział regionalny przeniosło
PKO BP S.A. do Lublina i Rzeszów jest jedyna stolicą województwa w której nie
ma oddziału regionalnego PKO BP S.A. mimo iż mamy tu więcej placówek niż w
niektórych województwach gdzie jest oddział regionalny!!

 » 

Praca magisterska - błagam, pomóżcie

Praca magisterska - błagam, pomóżcie
Witam
piszę pracę magisterską o analizie działalności kredytowej banków na
przykładzie trzech wybranych. Zwróciłam się do dyrektora jednego z
oddziałów PKO BP SA w moim mieście z pytaniem, czy udzieli mi
informacji dotyczących oprocentowania i kosztu kredytów dla
wszystkich grup odbiorców za lata 2006 - 2009, ponadto interesowała
mnie wartość procentowa udzielanych kredytów (których kredytów bank
udzielał najwięcej, których najmniej w poszczególnych latach) oraz
ranking zabezpieczeń kredytów (też wartość procentowa).
Po trzech miesiącach dostałam odpowiedź, że nie jest on w stanie
takich danych wygenerować z sytemu i powinnam zwrócić się do
Regionalnego Oddziału Detalicznego w Krakowie. Dzwonię tam i dzwonię
i nic... nikt nie odbiera, nikt się nie zgłasza.
Bardzo proszę, napiszcie czy mam jakiekolwiek szanse na dodzwonienie
się tam i na uzyskanie jakichkolwiek informacji? Przy pierwszej
rozmowie dyrektor zapewnił mnie, że raczej nie będzie problemu z
uzyskaniem takich danych. A tu proszę...

W PKO też KK z limitem 3000 bez zaświdczeń

w pierwszym wpisie przekazałeś informację, że należy mieć zaświadczenie o
wysokości dochodów, później stwierdzasz, że tego od Ciebie już nie wymagają
tylko wierzą na słowo. Rozumiem, że ten wstęp jest skopiowany ze strony pko bp,
gdzie przed chwilą sobie serfowałem, także bardziej zależy mi na tym jak jest
naprawdę, dlatego dla wszystkich zainteresowanych idę dzisiaj do oddziału w
Krakowie w sprawie tej karty, jak będę coś więcej wiedział to napisze

Kobiety chcą więcej? BZ WBK im to da. Ale... ni...

> Brak informacji to podstawowy argument sprzedażowy tego banku.

Ciekawe, czy to można podciągnąć pod pomówienie ;]
Korzystam z BZ od bodajże 2001 czy 2002 r. Po drodze przetestowałam konta prywatne i firmowe PKO BP, ING, BPH, mBank. BZ wypada zdecydowanie najlepiej. Tylko trzeba wybrać odpowiednie opcje. Korzystam z oddziałów w Krakowie i na Śląsku -nigdy nie narzekałam na brak informacji.

> Produkty ma drogie, bo sama w końcu wzięłam tabele opłat i prowizji i zaczęłam studiowac - ręce opadają!

Może od tego trzeba było zacząć. Ręce opadają, że niektórym umysły służą głónie do przetwarzania seriali w tv.

UOKiK o bezprawnych zapisach w bankowych regula...

A co ja mam robić, kiedy Bank PKO BP SA w Zielonej Górze normalnie sfałszował
umowę kredytową,w wystapieniu przeciwko mnie do Sądu Rejonowego w Krakowie w
postępowaniu o nadanie klauzuli wykonalności. I takie postanowienie Sąd w
Krakowie wydał. O sprawie dowiedziałem się od komornika, który mi ściągnął
700zł. Moje zażalenie Sąd Okręgowy w Krakowie uwzględił wykazując bankowi w
Zielonej Górze szereg istotnych uchybień. Odetchnąłem, ale na krótko. Całą
procedura banku PKO BP SA II oddziału w Zielonej Górze powtórzyła się tym razem
przed Sądem W Zielonej Gorze. I tak jak w Krakowie Sąd Rejonowy w Zielonej Górze
nadał bankowi kytuł egzekucyjny. I znów komornik ściągnięcie 1500zł, zażalenie
do Sądu Okręgowego w Zielonej Gorze, w toku rozpatrywania. Nie jestem
prawnikiem, nie stać mnie na adwokata , ale po zakończeniu procesu napiszę
doniesienie do Prokuratury przeciwko albo dyrektorowi banku w ZG, albo rezesowi
tegoż banku w Krakowie. Może mi ktoś poradzi co zrobić; albo na tym forum albo
pod adresem e-mailowym :zmiany@vp.pl

Co z modernizacja banku PKO przy Sienkiewicza?

Co z modernizacja banku PKO przy Sienkiewicza?
Bank PKO PB będzie modernizowany
Joanna Gergont 23-01-2004, ostatnia aktualizacja 23-01-2004 20:52

Siedziba Banku PKO BP przy deptaku delikatnie mówiąc nie prezentuje się
najlepiej. Widać to szczególnie teraz, gdy sąsiaduje z wyremontowanym już
odcinkiem ulicy Sienkiewicza. Na szczęście wkrótce ma się to zmienić.

Prezydent Wojciech Lubawski przesłał już władzom banku pismo, w którym zwraca
uwagę, że w trosce m.in. o swój wizerunek warto byłoby dostosować wygląd
banku do obecnego otoczenia.

- Zdaję sobie sprawę, że nasza siedziba nie prezentuje się najlepiej.
Wystąpiłem do swoich przełożonych o przeznaczenie środków finansowych na
remont - informuje Ryszard Stępień, dyrektor Oddziału Centrum w Kielcach.

Aby nie być gołosłownym wysłał też dokumentację fotograficzną. - Zrobiłem
kilka zdjęć budynku na tle wyremontowanej ulicy Sienkiewicza. Pomyślałem, że
to będzie dodatkowy argument - podkreśla.

Poskutkowało, bo dyrekcja banku w Krakowie, której podlega kielecki oddział,
zleciła wykonanie koncepcji modernizacji siedziby banku. - Oprócz zmiany
elewacji, gruntownie przebudowana będzie też sala operacyjna. Chcemy poprawić
jej funkcjonalność - zapowiada Jacek Piechota, zastępca dyrektora Oddziału
Regionalnego Banku PKO BP.

Koncepcja modernizacji banku jest już gotowa, ale musi ją zatwierdzić jeszcze
dyrekcja w Krakowie. - Zaraz po tym chcemy zlecić wykonanie projektu i
ogłosimy przetarg na realizację. Chcielibyśmy rozpocząć przebudowę jeszcze w
tym roku - mówi dyrektor Piechota.

I??????

Odradzam! PKO BP w Krakowie na ul. P.Warszawskiego

Odradzam! PKO BP w Krakowie na ul. P.Warszawskiego
Odradzam Wszystkim Oddział PKO BP na ul. Powstania Warszawskiego w
Krakowie. Osoba zajmująca się kredytami - P. Marek - niekompetentna,
niedouczona i mało wie. Pani Dyrektor Oddziału - niemiła momentami
nawet bezczelna. Jestem klientem tego banku od 9 lat! Brałem wiele
kredytów - wszystkie spłacone przed terminem, mam wysokie dochody -
teraz chce kredyt 200.000 zł na kupno domu o wartości 600.000 i co ?
Brak decyzji od 6 tygodni - mimo moich około 10 telefonów i
zapewnień Pani Dyrektor, że oddzwoni - nie zrobiła tego nadal.
Odradzam wszystkim ten oddział ! w oddziale tylko jedna osoba
zajmuje się kredytami i ciagle jej nie ma - szkolenia, urlopy i nie
wiadomo co jeszcze. Uzyskałem informację, że 17 dni od złożenia
wniosku nie przesłali jeszcze wniosku do Centrum Analiz -
tłumaczeniem było to, że Pan Marek ma dużo pracy i szkolenia. Jakiś
koszmar! Zamykam wszystkie rachunki w tym banku!

Poszukiwany prezes PKO

Moim zdaniem prezesem banku powinien zostać pracownik banku PKO BR/ Oddział
Zielona Góra p.Tomasz Kucharski Nikt tak jak nie on dba o interesy banku w
Sądzie o czym się przekonałem na własnym przykładzie.
P.Kucharski przegrał ze mną w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Ponieważ wcześniej
komornik ściągnął mi 700 zł, po jakimś czasie p. Kucharski mi te pieniądze
oddał. Ale w międzyczasie wystąpił w tej samej sprawie do Sądu Okręgowego w
Zielonej Górze i znów przegrał. Ale w międzyczasie komornik w Krakowie ściągnął
mi z emerytury 1400 zł. Ale p.Kucharski mi tych pieniędzy nie oddał bo - podobno
- nie przekazał mu ich komornik. w międzyczasie o te same pieniądze (!!!) Pan
Kucharski podał mnie do Sądu Grodzkiego w Krakowie i wygrał. Więc czyż nie jest
to najlepszy kandydat na Prezesa Banku PKO BP ?

Bankomat na Podkarczówce

Bank PKO bp jest bankiem detalicznym,bankiem emerytów,rencistów i drobnych
ciułaczy,szeroko rozumianej budżetówki i dziwi mnie tak marnry rozwój placówek
tego banku w mieście Kielce.Tylko 2 oddziały,mimo kilkunastu ekspozytur i tak
marna licznba bankomatów/w mniejszym dużo od Kielc Rzeszowie bankomatów PKOBp
jest chyba ze 2x więcej/.Przecież na tak duzych osiedlach jak Świętokrzyskie,na
Ślichowicach czy nawet na Podkarczówce aż się prosi o powstanie samodzielnych
oddziałów tego banku nie wspominając o bankomatach,których nigdy nie za
wiele.Ale skoro oddział regionalny zarządzający oddziałami w woj.Świętokrzyskim
znajduje sie w Krakowie to nie można sie dziwić,że ten bank tak marnie sie
rozwija na terenie Kielc.Nota bene w takim Lublinie/360tyś/ludności jest
7oddziałów tego banku/,w takim Rzeszowie/160tyś/ są 3 oddziały.A w Kielcach
tylko 2.Logika by nakazywała przynajmniej utworzenie jeszcze 1 oddziału takiego
banku,niewątpliwie potrzebnego,gdyz posiada on w Polsce najwiekszą liczbę
placówek i bankomatów.Pzdrw.

dobre warunki ale fatalna obsługa w mbanku !!

Też byłam w tym oddziale w Krakowie-PORAŻKA!!!
Dlatego zastanawiam się, jak to jest możliwe że analogiczne warunki
przyjmowania klientów, którzy podejmują bardzo ważne decyzje, są także w
Warzawie a może i w innych miastach...? Czy oni robią to specjalnie, czy to
jest zamierzone, żeby klient czuł się tam tak potwornie skrępowany i
przytłoczony? W PKO BP, MIllenium, Nordea jest osobny pokój gdzie przyjmowani
są klienci-cisza, spokój i pełny komfort.
Zastanawiające...

Chiny cenzurują Internet

Gość portalu: rolka napisał(a):

> Gość portalu: pi napisał(a):
>
> > mieszkam w sznghaju, jednym z najnowoczesniejszych miast
> swiata
> > i codziennie czytam tajwanskie, hongkongskie, amerykanskie,
> > brytyjskie, rosyjskie i oczywiscie polskie gazety.
> to duzo czytania jak na jeden dzien....poczekaj az po ciebie
> przyjda....a propos nowoczesnosci - tez tu mieszkam i nadziwic
> sie nie moge, ze majac karte do bankomatu oddzialu
> szanghajskiego nie jestem w stanie wyciagnac pieniedzy w tym
> samym banku w innym miesci - nie sa polaczone siecia, podobne
> przyklady mozna mnozyc...
>
> jedyne
> > ograniczenie do tej pory bylo po wpisaniu slowa na T w
filtrze
> > GW. wszedzie indziej moge czytac co zechce, o prawach
> > czlowieka, korupcji wladzy itp, ale coraz mniej mnie
> interesuja
> > takie artykuly pod publike biedakow zza zelaznej kurtyny. tu
> > sie zyje supernowoczesnie i cudownie bezpiecznie, po co to
> > psuc, zeby bylo jak w polsce - biednie i niebezpiecznie?

Oj, pamiętam te czasy, kiedyś dawno temu musiałem założyć sobie
na pewien czas konto w banku PKO BP w Krakowie, a potem nie
mogłem wybrać pieniędzy w banku w innym mieście po tym jak
bankomat w Warszawie zeżarł kartę, bo w banku nie mogli
sprawdzić ile mam pieniędzy. Takie to były czasy. Ale za to
jakże ciekawe ;-)

Konta bankowe

adox napisał(a):

> Mylisz pojęcia skarbie, nie interesuje mnie ten sztuczny twór, jakim jest
> pseudo konto "internetowe" jakie oferuje od pewnego czasu PKO BP S.A. Daleko mu
>
> do ofery Mbanku czi Inteligo, a poza tym nie oferuje ono karty Visa Clasic ani
> kredytu odnawialnego i nie można powiązać go z istniejącym już tradycyjnym
> RORem. A ponieważ bank w dalszym ciągu nie posiada ogólnopolskiej sieci
> informatycznej nie ma dostępu do konta online. Jedyną nową usługa jest
> możliwość otrzymywania SMSów o zmianie salda z dnia poprzedniego. A SMSy te
> wysyłane są z oddziału w którym jest prowadzony rachunek :)))
> Pozdrówka

SMSy nie sa jedyna mozliwoscia, bo mozna to robic rowniez online, PKObp wysyla
info o saldzie moze i masz racje, daleko do mbanku ale poczekajmy troche, nie od
razu Krakow zbudowano
Matti

Wraca normalność

Banki zamienione na banany
borys-krakow napisał(a):

> Do 97 roku miałem rachunek firmy w PKO BP. Państwowy - to P. Sprawdzenie stanu
> konta trwało średnio 30 min, czeki realizowałem w jednym okienku w Polsce. Kasę
> darli jak za zboże.
> Teraz BSK, czyli za holenderskie banany (lepsza byłaby marycha).
> Konto sprawdzam w bankomacie, a czek - gdybym się uparł, żeby z niego korzystać
> - nawet w Gorzowie. Tak btw, BSK w Gorzowie należy do oddziału Zielona G.:(

Wiem, dlatego moje pieniążki omijają go z daleka :)))

Postęp techniczny w bankowości jest niesamowity.
Tokeny, przelewy przez internet za darmo.

Przecież bank nie musi być "zamieniony na maryche" (prywatyzacja), żeby był
nowoczesny.
Polski też może być sprawny i konkurencyjny (e-konto w PKA BP).

Kiepski strzał, Borys. Smakowite kąski umieszczaj w wątku kulinarnym, Ptysiu :)

Tak na marginesie, znam lepsze banki od BSK, nawet z nich korzystam.

Ostrzegam przed firmą Interkredyt z Krakowa!!!

Ostrzegam przed firmą Interkredyt z Krakowa!!!
Witam!

Starałem się o kredyt w PKO BP poprzez pośrednika - firmę
Interkredyt z Krakowa. Zapewnili mnie że kredyt dostanę w 7 dni
roboczych. Po pozytywnym scoringu poinformowali mnie że moja sprawa
została wysłana do Warszawy ze względu na wysokośc kredytu - 600
tys. zł. Gdy minęło obiecane 7 dni zapytałem o rezultat. Powiedzieli
że cały czas Warszawa rozpatruje wniosek. Co chwilę rozmawiałem z
pracownikiem Interkredytu ale mówił że musimy cierplkiwie czekac na
Warszawę i tyle. Minęły 3 tygodnie. Powiedziałem im że chcę numer do
pracownika PKO BP który zajmuje się moją sprawą. Po jakimś czasie
dostałem łaskawie ten numer. Zadzwoniłem i okazało się że wszystko
rozgrywa się w PKO BP w Krakowie!!! Sprawa nawet nie wyszła poza
oddział w którym pośrednik złożył dokumenty!!!! Po rozmowie z
dyrektorem PKO okazało się że Interkredyt złożył dokumenty u Pani
która po kilku dniach poszła na urlop!!! Przez miesiąc kłamali w
żywe oczy że musimy cierpiliwie czekac bo sprawa rozpatrywana jest w
Warszawie. Od tego momentu rozmawiałem bezpośrednio z dyrektorem PKO
BP i męcząc go codziennie w kilka dni "przepchnąłem" decyzję i
kredyt. Niestety mało brakowało a skończyło by się to tragicznie.
Miałem bowiem podpisaną umowę przedwstępną z terminem umowy
właściwej 1 dzień roboczy po dniu w którym podpisałem umowę
kredytową z PKO BP. Brakło 1 dnia a przepadł by mi zadatek 35 tys.
zł.
Niestety pośrednik zarobi na mnie i tak kilka tysięcy złotych
prowizji:( gdyż podpisałem umowę z bankiem. Mimo że to ja goniłem za
kredytem do dyrektora PKO a oni tylko kłamali mnie że trzeba czekac
na Warszawę...
Tak więc radzę się zastanowic zanim Państwo się zdecydujecie na ich
usługi...

Grzegorz

Newsletter 7

bo tu jest potencjał!!!
Wielkość inwestycji zagranicznych na Dolnym Śląsku przesądziła o tym, że Dom
Kredytowy NOTUS otworzy we Wrocławiu swój trzeci oddział w Polsce

Firma zajmuje się doradztwem w zakresie kredytów hipotecznych i inwestycyjnych.
Jej wrocławski oddział zlokalizowany w pasażu Pod Błękitnym Słońcem ruszy na
początku grudnia. Będzie w nim pracowało ośmiu doradców.

– Swoje oddziały chcemy mieć w pięciu najważniejszych regionach w Polsce.
Wrocław po Gdyni i Warszawie jest trzeci. O jego wyborze zdecydowały rosnące
inwestycje zagraniczne w tym regionie i potencjał branży deweloperskiej – mówi
Piotr Adamiak, członek zarządu NOTUSA. – Ten region ma ogromne możliwości i to
nas do niego przyciągnęło – dodaje Robert Pepłoński, prezes firmy.

NOTUS istnieje od marca tego roku. – Ale tworzą go ludzie związani z rynkiem
kredytów od pięciu lat. Jako doradcy kredytowi w swoich poprzednich firmach i
bankach wspólnie poprowadziliśmy ok. 3,5 tys. spraw – wylicza Piotr Adamiak.
Poza nim i prezesem Pepłońskim firmę tworzą także wiceprezes Jacek Dziadek oraz
członkowie zarządu Adam Cwynar i Artur Sikor.

W swojej ofercie NOTUS ma kredyty hipoteczne i inwestycyjne największych banków
m.in. PKO BP, GE Banku, Millennium, Banku Zachodniego WBK i BPH. Firma
współpracuje również z deweloperami i agencjami nieruchomości. Chce m.in.
pomagać klientom przy wyborze kredytów na zakup domów i mieszkań, informować
ich o produktach bankowych dostępnych na rynku i pomagać przejść przez
procedurę bankową.

Kolejne oddziały firmy mają powstać w Krakowie i Poznaniu.

Autor: Ada Kondratowicz

Santander zostawia kilkanaście tysięcy klientów...

myślę,że to początek bankowego tsunami, o którym
mówił tu niedawno dyrektor z WBK.Ten cały Santander to początek
kostek domina.Poleci co najmnie 50% oddziałow wszystkich banków tej
nowej fali w Polsce. Stare banki jak PKO BP,PKO SA,ING,WBK,BGŻ,BGK i
może jakiś jeden czy dwa z tych mocnych np. Deutsche Bank, zostaną i
może zamkną parę nierentownych placówek. Ale te nowe ,które
otwierały się w dawnym sklepie spożywczym na rogu, np.
Kredyt,Multi,Polbank,Getin,Millenium,Alior,AIG,Lucas,Nordea,itd, te
zamkną, jak ten Santander 50 do 80% placówek. W Krakowie na wielu
ulicach,np. Królewska,Kalwaryjska,Karmelicka,Wrocławska,Długa,itd.
pozamykali wszystkie sklepy
spożywcze,elektryczne,pralnie,szewców,buty,itd. Powstały setki
gó...anych placóweczek bankowych z 2 panienkami w wieku lat 22 i z
buzią (oraz rozumem) lalki Barbie. Obecnie nikt tam nigdy nie
chodzi, znam taki Kredyt Bank na Wrocławskiej,psa z kulawą nogą nie
ma,pali się tam 10 godzin prąd, leci czynsz, pensje tych Barbie, a
zysku "ni ma w pysku". Zamkną to wszystko w pierony do 6 miesięcy,
klienci pojadą swoimi nowymi furami (kupionymi na kredyt od tych
banków) na wycieczki po 300 km do jedynej centrali albo ich kredyty
zostaną sprzedane takim sępom z USA ,jak to się już stało z częścią
hipotek w d.NRD, widziałem taki program w niemieckiej TV. Ludzie,
najczęściej tacy prości ludzie z d.NRD, bez pojęcia o świecie, mieli
kredyt w jakimś lokalnym niemieckim banku, nagle, pyk, banku nie ma,
a oni dostają listy z USA lub od representative z Frankfurt/Main,że
teraz są klientami jakiegoś International Investment Trust z N.Y. i
mają nowe, gorsze,of course, warunki kredytu albo maja go spłacić,
np. 300 tys euro na dom, w 2 tygodnie, in cash, we Frankfurcie. No,
i co, podoba się Wam ta historia? Oby się nie powtórzyła w Polsce.

W jaki sposób Michnik wszedł w posiadanie Gazety W

Kilka rzeczy, ktore prywatna spółka dostała darmo
Ustalenia polityczne 'okrągłego stołu' pozwoliły na to, że drukarnia
zaczęła drukować GW na kredyt. Lokal przydzielił Gazecie prezydent
miasta Warszawa.
"Wyborcza" korzystała z ulgowych cen reglamentowanego wówczas
papieru, wzięła także nisko oprocentowane kredyty dzięki poręczeniu
NSZZ "Solidarność", którego znaczka i związku póżniej się pozbyła
prwokując nerwowego buca Wałęsę, który jednoosobowo ten znaczek
odebrał.
W latach 1989-1991 z X Oddziału PKO BP w Warszawie zarządzanego
przez komunistów uzyskała 1 259 600 nowych zł kredytu .
Datki dla "Gazety Wyborczej", która w intencji ofiarodawców miała
dać zaczątek wolnej prasie w Polsce, płynęły szerokim strumieniem.
Stowarzyszenie Solidarności Francusko-Polskiej ofiarowało jej 2427
tys. franków, co było wówczas równowartością 428 tys. dolarów.
Amerykańska organizacja National Endowment for Democracy
przekazała "Wyborczej" 55 tys. dolarów na pokrycie podstawowych
wydatków technicznych. Kolejna kwota, w wysokości 20 tys. funtów,
trafiła z Wielkiej Brytanii na modernizację systemu komputerowego .
Agora pożyczała też pieniądze od osób prywatnych. W 1990 r. wsparcia
finansowego udzieliło "Gazecie" dwoje Amerykanów: Rea Hederman,
wydawca "New York Review of Books", i Robert Silvers, redaktor
naczelny tego pisma. W 1996 r. ich wierzytelności zamieniono na
udziały, a potem na akcje.
Dzięki zgodzie władz komunistycznych "Gazeta Wyborcza" przejęła
infrastrukturę stworzoną dla "Trybuny Ludu" w postaci systemu
teletransmisji umożliwiającej jednoczesne drukowanie "Gazety" w
pięciu miastach: Warszawie, Bydgoszczy, Krakowie, Łodzi i Wrocławiu.
Korzystała także z systemu kolportażu Ruchu. To miała gratis.

degradacja Rzeszowa!!!!

degradacja Rzeszowa!!!!
Powszechny Zakład Ubezpieczeń już zlikwidował oddział firmy w Rzeszowie -
zostawiając tu jedynie inspektorat. Teraz Rzeszowskie Centrum Likwidacji
Szkód ma być tylko oddziałem zamiejscowym.
Centrala będzie w Lublinie
Pracę ma stracić co piaty pracownik, a centrala będzie nie w Rzeszowie a w
Lublinie. Centrum Likwidacji Szkód PZU w Rzeszowie - to miejsce gdzie
ubezpieczeni z całego województwa zwracają się na przykład o oszacowanie
strat i wypłatę odszkodowania, gdy woda zaleje im ubezpieczone mieszkanie
albo grad zniszczy uprawy.
Anna Maciołek, NSZZ „Solidarność” PZU w Rzeszowie
-”Jest to centrum, w którym są pracownicy bardzo wysoko wykwalifikowani.
Jeśli chodzi o ilość szkód i przede wszystkim czas ich likwidacji to te
wyniki są bardzo wysokie w skali wszystkich centrów likwidacyjnych, więc
myślę że degradacja takiego centrum jest dla nas bardzo dziwna.”
Związkowcy chcą protestować bo decyzja jeszcze nie zapadła. Pracownicy, z
których 30 ma stracić pracę sprawy nie komentują, bo zarząd im zabronił.
Tłumaczy, że firma miała długo pozycję monopolisty, za bardzo rozbudowała
administrację, więc zmiany są nieuniknione. To te same argumenty, które padły
dwa lata temu gdy ważyła się likwidacja oddziału.
Barbara Litak- Zarębska, dyrektor Regionalnego Oddziału PZU w Lublinie,
wypowiedź z 2005 roku
-”PZU musi się zmieniać żeby się stać firmą konkurencyjną.”
Ucieczka central firm z Podkarpacia zaczęła się 11 lat temu od Alimy Gerber.
Do Warszawy przeniosła też zarząd dawna Polfa i innym producentem leków
Sanofi - Biocom. Już w Lublinie a nie w Rzeszowie działają regionalne
centrale banków PKO SA I PKO BP. Po utworzeniu spółek dystrybucji gazu
odbiorcy z Podkarpacia dostają faktury wystawione w Tarnowie a klienci
Telekomunikacji z Krakowa. Oddział regionalny w Rzeszowie zlikwidowała także
Poczta Polska.

Dlaczego nikt tym sie nie zajmie gdzie ... są nasi politycy, wszystko mają
gdzieś, Lublin lobbuje firmy przenosi do siebie a a gdzie jest Ożóg, Szlachta
i Sp??????????????????????????????????????

Zobacz co jutro ujawni GW: posłowie Samoobrony ...

zgłosiłeś już coś do prokuratury
Czy podążasz drogą A.Leppera i bawisz się w pomówienia.

Najbardziej uśmiałem się że według ciebie aferą jest wyrażenie opini o pedałach.
Niedługo będzie można o odmieńcach muwić tylko dobrze a kto mówi źle trafi do pierdla.
To jest ta wolność słowa według liberałów i lewicy.

st1111 napisał(a):

> Przez dwa kilometry ciągnie się ulicami Krakowa żółta powyginana rura
> przytwierdzona taśmą klejącą do płotów, szop i słupów elektrycznych. Płynął nią
>
> gaz. Rurę powiesiła gazownia po interwencji ministra Wassermanna, który ma dom
> na niedogrzanym osiedlu
>
> Najstarszy z trójki braci Marcinkiewiczów przed laty działał w ZChN, w latach
> 1990-99 był dyrektorem w Urzędzie Wojewódzkim w Gorzowie. Zwolnił go ówczesny
> wojewoda lubuski Jan Majchrowski (AWS). Podejrzewano - pisze gazeta - że
> Mirosław był zaangażowany w niezgodną z prawem próbę przekazania w prywatne
> ręce wartej 2 mln zł stacji ornitologicznej. Starszy brat premiera Kazimierza
> Marcinkiewicza - Mirosław został dyrektorem I Oddziału Banku PKO BP w Gorzowie,
>
> największej placówki tego banku w mieście.
>
>
> Prowokacja - rządowa limuzyna dla o. Rydzyka
> "Fakt": Dziennikarze gazety przeprowadzili dziennikarską prowokację. Gazeta
> sprawdziła, jak potężne są wpływy dyrektora Radia Maryja. Zamówiła dla niego
> limuzynę w resorcie rolnictwa. Szok! Minister Krzysztof Jurgiel błyskawicznie
> spełnił życzenie.
>
> Telekomunikacja Polska odłączyła telefon w biurze poselskim szefa Klubu
> Parlamentarnego PiS, bo nie zapłacił ponad 14-tysięcznego rachunku. Sprawa
> trafiła nawet do sądu. Gdy się nią zajęliśmy, Gosiewski zapłacił zaległości.

Do Czuk(cza) i jemu podobnych

Do absolwenta bankowosci
Nie bredzę. Kiedyś na tym forum liczyłem posty za jeden rok. Więc nie jest to
gołosłowne.

Do tego bredzenia mojego użyłaś silnych argumentów (choć częściowo mnie
bronisz - dziekuję), zamiast jednak przeczytać kilkanaście moich postów, czy sa
one bredzeniem. Osadzasz jak ... Ziobro.
W Twoim przypadku...
Polska nie zaczyna i nie kończy na Krakowie.Nawet ten Twój, źle widać
zorganizowany oddział krakowski , może być w Krakowie zupełnie odosobniony.
A tak poważnie.
Któryś bank uniwersalny musi obługiwać te miliony biednych Polakow, patrz
klientów normalnego dla Polski banku. Nie zrobi tego inny bank zagraniczny
który wybiera sobie (poprzez segmentację klientow, adresowanie do nich
rentownych produktów)swoich - chcianych klientów. Tylu ilu może dobrze
obsłuzyć.
W PKO BP są klienci wielopokoleniowi, też masowi. W PKO BP nie zlikwiduje sie
z dnia na dzień kilka milionow książeczek oszczędnościowych i kilka milionow
osobistych kont emeryckich których posiadacze są na prowincji głównymi
klientami tworzacymi te kolejki, bo karty platniczej nie wezmą a
na kredyt nie maja zdolności kredytowej. Klienci omawianego banku - są i tacy
emeryci - ktorzy od rana ustawiaja się w kolejce by wypłacić sobie bardzo
często "z konta" (ba prawie codziennie) po 10-20 zl. Przy takich klientach
nie bedzie kolejek?
Czy o tej smutnej rzeczywistosci nie wiemy, czy udajemy.?

Jestem wykładowcą bankowości i dziwie sie absolwentowi bankowosci(nie daj Bóg
mojej AE w Krakowie), że stoi 1,5 godz. w kolejce po druk weksla wiedząc o tym
że mozna go kupić w innym banku, w każdym urzędzie,...a przedewszystkim
poprzez pracownika w banku ktory wykonuje czynność bankową, przygotowuje umowe
kredytową. Przecież druk weksla do kredytu w PKO BP - w normalnym a nie w byle
jak zorganizowanym krakowskim oddziale -przynosi i dowód wplaty prowizji
wypełnić może ( i faktycznie to robi) doradca bankowy prowadzący sprawę
kredytową swojego klienta.
Do kredytów walutowych.
Jako absolwentka bankowości powinnaś wiedzieć, że majac wybór sprzedać czy nie
sprzedać kredyt pracownik banku wybierze zawsze - sprzedać w walucie jaka chce
klient. I tak też prowadzone sa rozmowy promocyjno-sprzedazowe, by był efekt
sprzedażowy. Klient oczekuje jednak czego innego porady najlepszej z mozliwych,
najlepszej dla klienta. I tu juz jest problem.
Porada aktualna (przy kredytach mieszkaniowych) za kilka-kilkanaście lat może
byc nietrafiona, porada od razu może nie być dobrze zrozumiana przez klienta,
porada może być tylko w interesie banku. Stąd najlepiej dla pracownika banku
pokazywać plusy i minusy produktu (najpierw) by potem skoncentrowac sie na
plusach produktu dla klienta. Nie jestem pracownikiem banku i nie zalezy mi na
zachecaniu bądź zniechęcaniu klientów . Być może dlatego (dochodzi do tego
oderwanie od praktyki bankowej)moje wypowiedzi źle śą odbierane przez
zwolenników jakiejś "opcji" produktu.

I na koniec - bank PKO BP SA nie jest w żadnym razie bankiem-instytucją (co
najwyzej bankiem-molochem, a to co innego) -jest spółka giełdową której akcje
rosną,bo zyski rosna,liczba klientów zwieksza sie to i bank rozija sie, ma
grupe kapitałową,kupił bank na Ukrainie, współpracuje w najwiekszymi firmami
ubezpieczeniowymi, ma najwieksza liczbe klientow obsługiwanych przy pomocy kont
internetowych, najszersza ofertę bankową w najwiekszej sieci placowek,
wykorzystuje najnowsze technologie (konta internetowe i witualne,, systemy
informatyczne, homebanking,...).
Bank nie może być nazywany , że jest "chory" . Bank ten wyszedł z choroby w
latach 90-tych . Teraz jest na prostej i pnie sie w gorę.
Warto w tym banku dokonywać operacje bankowe, powierzyc temu bankowi zarządanie
swoimi pieniedzmi,. Warto być klientem tego banku , korzystać z jego usług.
Nie tylko dlatego , że jest Polski.
A o nieprawidlowościach w pracy pojedynczych oddziałów banku warto też pisać,
sądzę iż czytaja nasze posty zarządzajacy bankiem i wykorzystują je bieżąco
do usuwania nieprawidlowości.

m

Początek końca boomu mieszkaniowego

Spadające ceny mieszkań w pękającej bańce
Poważny spadek cen na "napompowanym" rynku nieruchomości?

Banki nie chcą już kredytować zbyt drogich mieszkań, a biura nieruchomości nie
przyjmują zbyt drogich ofert. To wyraźny sygnał, że w 2008 r. czeka nas nie
stabilizacja, lecz poważny spadek cen na wciąż "napompowanym" rynku nieruchomości.
Pozornie wszystko jest po staremu - względna równowaga. Z danych portalu
Oferty.net wynika, że za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie sprzedający
żądają średnio 9,556 zł, o 0,5 proc. więcej niż miesiąc temu. W Krakowie 8,248
zł (plus 2,4 proc.), w Poznaniu 6,278 zł (plus 0,2 proc.), tylko w Łodzi jest
taniej o,3 proc. (4,760 zł).
Mimo że obroty biur nieruchomości spadły aż o 70 proc. w porównaniu z przełomem
lat 2006 i 2007, ich klienci coraz częściej odprawiani są z kwitkiem.
Właściciele mieszkań i domów słyszą: albo pan opuści cenę, albo szkoda naszej
fatygi i tak nabywca nie dostanie kredytu na tak dużą kwotę.

- Sprzedający ciągle żyją przeszłością, nie chcą opuszczać cen. Część kupujących
nie ma rozeznania w rynku i godzi się na postawione warunki. Banki jednak
wiedzą, że mamy korektę. Nieruchomości nie są już tyle warte, co trzy miesiące
temu i że za trzy miesiące będą warte jeszcze mniej - mówi Michał Macierzyński,
ekspert portalu Bankier.pl.

Jak tłumaczy, coraz mniej banków skłonnych jest pożyczyć 500 tys. zł na
nieruchomość, która lada chwila może kosztować 400 tys. zł. Mieszkanie jest
bowiem zabezpieczeniem, na wypadek gdyby klient nie spłacił pożyczki. Dlatego
banki zaczynają zaniżać wartości nieruchomości i, co za tym idzie, kwoty
udzielanych kredytów.

Macierzyński podkreśla, że z tego samego powodu skończyło się udzielanie
kredytów nawet do 130 proc. wartości mieszkania. Na to instytucje finansowe
mogły sobie pozwolić tylko wtedy, gdy ceny nieruchomości szły z miesiąca na
miesiąc średnio o 10 proc. do góry.

Dla przykładu, w Łodzi, gdzie średnie ofertowe ceny wciąż utrzymują się na
poziomie 4,7 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania, rzeczoznawcy wyceniają
przeciętnie lokale na 3,8 do 4,3 tys. zł, a więc 10-20 proc. mniej. W rezultacie
sprzedający staje przed alternatywą: albo sprzeda taniej, albo będzie tygodniami
czekał na kolejnego kupca. Coraz więcej osób wybiera to pierwsze rozwiązanie.
Dlatego, obok ostrożnych prognoz zapowiadających stabilizację, pojawiają się też
opinie specjalistów rynku przewidujące, iż wiosną może dojść do krachu i spadku
cen niektórych lokali nawet o 30 proc.

- Problemy z uzyskaniem odpowiednio wysokiego kredytu są głównie w tych bankach,
które obligatoryjnie żądają wyceny rzeczoznawcy - wyjaśnia Krzysztof Iwan, szef
łódzkiego oddziału Goldenegg, firmy doradzającej w inwestycjach.

- Biegli sporządzają operaty szacunkowe na podstawie aktów notarialnych
sporządzanych w ostatnim czasie w okolicy. Powszechną zaś praktyką jest
zaniżanie w tych dokumentach wartości mieszkań, by zaoszczędzić nieco na
podatkach - mówi Iwan.

W opinii ekspertów, za banki łagodnie podchodzące do wyceny nieruchomości
uchodzą m.in. MultiBank, Lukas, Nordea czy Dom Bank. Po środku stawki lokuje się
Pekao SA. Opinię najbardziej restrykcyjnych mają niezmiennie Millenium, PKO BP,
GE Bank.

Jakub Królikowski, specjalista ds. kredytów hipotecznych w MultiBanku, mówi, że
w przypadku mieszkań praktycznie się nie zdarza, by bank kwestionował ustaloną
cenę. Przyznaje natomiast, że jeśli chodzi o działki i domy, w 20-30 proc.
przypadków ceny te są podważane, a ewentualne kredyty opiewają na niższe kwoty.

- Chronimy w ten sposób nie tylko siebie, ale tak-że klienta. Często jest tak,
że nie zna się on na nieruchomościach, nie wie, że przepłaca - mówi Krzysztof Iwan.

4700 zł - chcą sprzedający za 1 mkw. mieszkania w Łodzi. Banki wyceniają metr na
4300 zł

30 proc. - mogą stracić na wartości najmniej atrakcyjne mieszkania w blokach

POLSKA Gazeta Opolska
Piotr Brzózka

ubrania (i nie tylko) do oddania dla biednych

oddziały PCK
www.pck.pl/pages,52.html

DOLNOŚLĄSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Bujwida 34; 50-345 Wrocław (mapka)
Telefon: (071) 328-26-71; Faks: (071) 328-02-54
E-mail: wroclaw@pck.org.pl
Numer konta: 94 1160 2202 0000 0000 7820 7690 Bank MilleniumS.A.
O/Wrocław

KUJAWSKO - POMORSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Warmińskiego 10; 85-054 Bydgoszcz (mapka)
Telefon: (052) 322-55-68; Faks: (052) 322-22-60
E-mail: bydgoszcz@pck.org.pl
Numer konta: 02 1030 1654 0000 0000 5404 5201 Bank Handlowy S.A.
O/Bydgoszcz

LUBELSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul.Puchacza 6, 20-323 Lublin (mapka)
Telefon: (081) 532-08-27; Faks: (081) 532-90-87
E-mail: lublin@pck.org.pl
Numer konta: 80 1060 0076 0000 3200 0018 5117 BPH PBK S.A. O/Lublin

LUBUSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Jedności 22; 65-018 Zielona Góra (mapka)
Telefon: (068) 325-38-12; Faks: (068) 327-18-66
E-mail: zielonagora@pck.org.pl
Numer konta: 97 1090 1535 0000 0000 5301 9162 BZ WBK S.A. O/Zielona
Góra

ŁÓDZKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Piotrkowska 203/205; 90-451 Łódź (mapka)
Telefon: (042) 636-11-22; Faks: (042) 636-84-53
E-mail: lodz@pck.org.pl
E-mail: sekretariat@pck.lodz.pl
Strona www: www.pck.lodz.pl
Numer konta: 61 1020 3378 0000 1302 0011 2367 PKO BP III O/Łódź

MAŁOPOLSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Studencka 19; 31-116 Kraków (mapka)
Telefon: (012) 422-91-15; Faks: (012) 422-90-79
E-mail: krakow@pck.org.pl
Numer konta: ING BSK S.A. 18 1050 1445 1000 0012 0002 8916 O/Kraków

MAZOWIECKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Mokotowska 14; 00-561 Warszawa (mapka)
Telefon: (022) 628-25-68; Faks: (022) 628-25-68
E-mail: warszawa@pck.org.pl
Strona www: www.pck.org.pl/warszawa
Numer konta: 65 1050 1041 1000 0022 2368 4321 ING Bank Śląski S.A.

OPOLSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Krakowska 51; 45-018 Opole; skr. poczt. nr 358 (mapka)
Telefon: (077) 454-53-40; Faks: (077) 454-53-41
E-mail: opole@pck.org.pl
Numer konta: 15 1090 2138 0000 0005 5600 0614 Bank Zachodni WBK S.A.
I O/Opole

PODKARPACKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Warszawska 16; 35-205 Rzeszów(mapka)
Telefon: (017) 861-20-00; Faks: (017) 862-25-25
E-mail: rzeszow@pck.org.pl
Numer konta: 81 1240 2614 1111 0000 3958 5800 PEKAO S.A. II O/Rzeszów

PODLASKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Warszawska 29; 15-062 Białystok (mapka)
Telefon: (085) 741-60-91; Faks: (085) 741-60-91
E-mail: bialystok@pck.org.pl
Numer konta: 79 1680 1248 0000 3000 0473 7665 Invest Bank S.A.
O/Białystok

POMORSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Słowackiego 14; 80-257 Gdańsk (mapka)
Telefon: (058) 301-14-85; Faks: (058) 341-04-93
E-mail: gdansk@pck.org.pl
Numer konta: 98 1160 2202 0000 0000 6190 6477 Bank Millennium S.A.

ŚLĄSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. PCK 8; 40-057 Katowice (mapka)
Telefon: (32) 251-20-11,12; Faks: (32) 251-34-96
E-mail: katowice@pck.org.pl
Numer konta: 60 1020 2313 0000 3302 0133 5033 PKO BP w Katowicach

ŚWIĘTOKRZYSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Sienkiewicza 68; 25-501 Kielce (mapka)
Telefon: (041) 344-27-36; Faks: (041) 344-27-36
E-mail: kielce@pck.org.pl
Numer konta: 43 1060 0076 0000 3200 0016 2600 BPH S.A.

WARMIŃSKO-MAZURSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Partyzantów 82; 10-527 Olsztyn (mapka)
Telefon: (089) 527-23-93; Faks: (089) 521-26-70
E-mail: olsztyn@pck.org.pl
Strona www: olsztyn.pck.org.pl
Numer konta: 62 1060 0076 0000 4013 8000 0349 Bank BPH S.A.

WIELKOPOLSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Górna Wilda 99ab; 61-563 Poznań (mapka)
Telefon: (061) 835-31-79; Faks: (061) 835-31-80
E-mail: poznan@pck.org.pl
Strona www: www.pck-poznan.org.pl
Numer konta: 20 1090 1359 0000 0000 3501 8269 BZ WBK S.A.

ZACHODNIOPOMORSKI ZARZĄD OKRĘGOWY PCK
Adres: ul. Aleja Wojska Polskiego 63; 70-476 Szczecin (mapka)
Telefon: (091) 433-73-02; Faks: (091) 433-46-55
E-mail: szczecin@pck.org.pl
Numer konta: 24 1540 1085 2001 5312 8111 0001 BOŚ O/Szczecin

W jaki sposób Michnik wszedł w posiadanie Gazety W

Gość portalu: Lelekl napisał(a):

> Ustalenia polityczne 'okrągłego stołu' pozwoliły na to, że
> drukarnia zaczęła drukować GW na kredyt.

Dlaczego w takim razie napisaleś w tytule postu ze za darmo?

> Lokal przydzielił Gazecie prezydent
> miasta Warszawa.

Znaczy GW zgodnie z tytuem postu nie placila cynszu za ten lokal, czy znow klamiesz?

> "Wyborcza" korzystała z ulgowych cen reglamentowanego wówczas
> papieru,

Czyli placila tak jak wszystkie inne pisma lacznie z "Tygodnikiem Solidarnosc".
Dlaczego wiec klamiesz ze z darmo.

> wzięła także nisko oprocentowane kredyty dzięki poręczeniu
> NSZZ "Solidarność",

Czyli nie za darmo, jak łżesz w tytule postu.

> którego znaczka i związku póżniej się pozbyła
> prwokując nerwowego buca Wałęsę, który jednoosobowo ten znaczek
> odebrał.

Czli nie pozbyla sie, lecz jej odebrano.
Znowu łżesz jakbys pracowal w Łrzepie z Wildsteinem, Janke,
Ziemkiewiczem,Lichocka i reszta tamtejszych oszustw i lgaży.

> W latach 1989-1991 z X Oddziału PKO BP w Warszawie zarządzanego
> przez komunistów uzyskała 1 259 600 nowych zł kredytu .

Dlaczego wiec klamiesz ze dostala za darmo, skoro wziela kredyt.

> Datki dla "Gazety Wyborczej", która w intencji ofiarodawców miała
> dać zaczątek wolnej prasie w Polsce, płynęły szerokim strumieniem.
> Stowarzyszenie Solidarności Francusko-Polskiej ofiarowało jej 2427
> tys. franków, co było wówczas równowartością 428 tys. dolarów.
> Amerykańska organizacja National Endowment for Democracy
> przekazała "Wyborczej" 55 tys. dolarów na pokrycie podstawowych
> wydatków technicznych. Kolejna kwota, w wysokości 20 tys. funtów,
> trafiła z Wielkiej Brytanii na modernizację systemu komputerowego .
> Agora pożyczała też pieniądze od osób prywatnych. W 1990 r. wsparcia
> finansowego udzieliło "Gazecie" dwoje Amerykanów: Rea Hederman,
> wydawca "New York Review of Books", i Robert Silvers, redaktor
> naczelny tego pisma. W 1996 r. ich wierzytelności zamieniono na
> udziały, a potem na akcje.

Skoro pozyczala dlaczego klamiesz ze ddtsala za darmo?

> Dzięki zgodzie władz komunistycznych "Gazeta Wyborcza" przejęła
> infrastrukturę stworzoną dla "Trybuny Ludu" w postaci systemu
> teletransmisji umożliwiającej jednoczesne drukowanie "Gazety" w
> pięciu miastach: Warszawie, Bydgoszczy, Krakowie, Łodzi i
> Wrocławiu.
> Korzystała także z systemu kolportażu Ruchu. To miała gratis.

Czy ty Lelekl nie potrafsz napsac trzech kolejnych zdan bez zadnego łgarstwa?
Uczyles sie tego od Wildsteina, czy od Ziemkiewicza?

likwidacja

słuchajcie, u nas w Rzeszowie też likwidacje, jako przykład podam likwidację
oddziału regionalnego PKO BP SA. Odział ten jeszcze istniał za "władzy ludu
pracującego miast i wsi" i obsługuje 4 dawne województwa, obecnie całe
Podkarpacie. W "regionie" pracuje jeszcze około 100 osób, ale nie długo, część
przeszła lub przejdzie do Lublina. A reszta szczęśliwców dostanie pracę w
ekspozyturach w mniejszych miastach, ewntualnie zostaną przedstawicielami i będą
sprzedawać produkty bankowe klientom.
Decyzja nie powstała w Rzeszowie, lecz w Warszawie. Piszę to nie po to, aby się
użalać jak to w Rzeszowie źle się dzieje, lecz chciałem zwrócić uwagę na fakt, że
dużo decyzji podejmowanych jest centralnie, nie na szczeblu wojewódzkim. O
celowości istnienia regionu nie wypowiadam się, bo moja wiedza nie obejmuje
całości zagadnienia.
Centalizacja jest nieunikniona i podobnie jak w PKO inne instytucje będą
likwidowały liczbę oddziałów. Tak więc, jeżeli jakaś hipotetyczna firma ma
oddział w Przemyślu, Krośnie, Tarnobrzegu i Rzeszowie, szuka oszczędności to
wiadomo jest, że zlikwiduje trzy pierwsze na liście oddziały i zostawi jedynie
ten w Rzeszowie. To nie koniec, po paru latach zacznie likwidować oddział w
Rzeszowie i ten terez wtedy byłby obsługiwany z Krakowa lub Lublina. Taka jest
kolej rzeczy i nie mamy wpływu na to. Właściciel zawsze widzi swój interes i nie
ma sentymentów, nie będzie zostawiał swojego odziału w danym mieście, byłym
wojewódzkim tylko dlatego, że jest "gnębione" przez centralę nowego województwa.
Przykre jest to, że w Przemyślu są likwidowane placówki, nie jest to jednak
odosobnione, taki los spotkał inne miasta wojewódzkie - Krosno, Tarnobrzeg.
Pomyślcie też o Tarnowie, ci to dopiero mają krzywdę, miasto prawie takie jak
Rzeszów pod względem potencjału. Wiem, że to porównianie nie pomoże Przemyślowi,
ale tak jest, na marginesie dodam, ze Krosno nawet własnego forum nie ma. Na
osłodę powiem, że w "betonowej wiosce" (całe szczęście, że nie drewnianej) nie ma
takich lodów jak w Przemyślu, nie wiem na jakiej ulicy jest ta cukiernia, ale
stoją tam prawie zawsze tłumy w kolejce, więc będziecie wiedzieli. Szoda, że
takiej nie ma w szeszufku.... a może by tak ją przenieść.... Co do wiosek to
powiem, że nie jest tak źle we wiosce, na przykład taka Haga jest wioską i nie
chce zmienić statusu, bo mieszkańcy nie chcą odprowadzać większych podatków do
budżetu.
Pozdrowienia dla Przemyśla i Przemyskich Forumowiczów, chyba w lipcu się wybiorę
do Przemyśla na wycieczkę, bo ostatnio byłem 2 lata temu i jestem ciekawy co
nowego w Przemyślu. Życzę sobie, abym był zaskoczony wieloma nowościami.
Słuchajcie, w Rzeszowie mamy kilka wątków na temat rozwoju miasta, niektóre
wypowiedzi mają więcej związku z fantastyką, ale świadczy to o tym, że
rzeczywiście mieszkańcy Rzeszowa chcą przekazać innym swoje własne wizje na temat
rozwoju miasta. A może tak zamiast wątku "likwidują" utworzyć wątki typu "nowe
idzie do Przemyśla", "nowe przegubowce w Przemyślu", przebudowa ulicy "takiej a
takiej" itd. Proponuję burzę mózgów, może ktoś z władz miasta weźmie pod uwagę
takie propozycje.
Dobry przykład z Rzeszowa - otóż forumowicze z Rzeszowa dyskutowali o tramwajach
w Rzeszowie (sic!) i przejściach podziemnych pod ulicami, jednak najwięcej uwagi
poświęcono nowym technologiom i zaproponowano budki teleportacyjne w przy
głównych skrzyżowaniach. Pomysł w Urzędzie Miasta tak się spodobał, że już
rozpisano przetarg na inwestycje i dlatego wszystkie środki przeznaczone na
autobusy szynowe dla województwa pójdą na budki teleportacyjne w Rzeszowie.
Przesyłam pozdrowienia dla moich ulubionych furumowiczów z Przemyśla: dla Gofy i
Wooka.
PS. pijany nie jestem, ale na chorobowym, więc cała wina za ewentualną
niedorzeczność moich wypowiedzi ponosi gorączka.

Młotek aukcyjny rozbija marzenia Ameryki

Młotek aukcyjny rozbija marzenia Ameryki
A jak jest u nas albo lepiej jak będzie? Zacytuje opinie jednego z internautów wg mnie doskonale to oddającą:

"Banki nie chcą już kredytować zbyt drogich mieszkań, a biura nieruchomości nie przyjmują zbyt drogich ofert. To wyraźny sygnał, że w 2008 r. czeka nas nie stabilizacja, lecz poważny spadek cen na wciąż "napompowanym" rynku nieruchomości.

Pozornie wszystko jest po staremu - względna równowaga. Z danych portalu Oferty.net wynika, że za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie sprzedający żądają średnio 9,556 zł, o 0,5 proc. więcej niż miesiąc temu. W Krakowie 8,248 zł (plus 2,4 proc.), w Poznaniu 6,278 zł (plus 0,2 proc.), tylko w Łodzi jest taniej o,3 proc. (4,760 zł).
Mimo że obroty biur nieruchomości spadły aż o 70 proc. w porównaniu z przełomem lat 2006 i 2007, ich klienci coraz częściej odprawiani są z kwitkiem. Właściciele mieszkań i domów słyszą: albo pan opuści cenę, albo szkoda naszej fatygi i tak nabywca nie dostanie kredytu na tak dużą kwotę.

- Sprzedający ciągle żyją przeszłością, nie chcą opuszczać cen. Część kupujących nie ma rozeznania w rynku i godzi się na postawione warunki. Banki jednak wiedzą, że mamy korektę. Nieruchomości nie są już tyle warte, co trzy miesiące temu i że za trzy miesiące będą warte jeszcze mniej - mówi Michał Macierzyński, ekspert portalu Bankier.pl.
Jak tłumaczy, coraz mniej banków skłonnych jest pożyczyć 500 tys. zł na nieruchomość, która lada chwila może kosztować 400 tys. zł. Mieszkanie jest bowiem zabezpieczeniem, na wypadek gdyby klient nie spłacił pożyczki. Dlatego banki zaczynają zaniżać wartości nieruchomości i, co za tym idzie, kwoty udzielanych kredytów.
Macierzyński podkreśla, że z tego samego powodu skończyło się udzielanie kredytów nawet do 130 proc. wartości mieszkania. Na to instytucje finansowe mogły sobie pozwolić tylko wtedy, gdy ceny nieruchomości szły z miesiąca na miesiąc średnio o 10 proc. do góry.

Dla przykładu, w Łodzi, gdzie średnie ofertowe ceny wciąż utrzymują się na poziomie 4,7 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania, rzeczoznawcy wyceniają przeciętnie lokale na 3,8 do 4,3 tys. zł, a więc 10-20 proc. mniej. W rezultacie sprzedający staje przed alternatywą: albo sprzeda taniej, albo będzie tygodniami czekał na kolejnego kupca. Coraz więcej osób wybiera to pierwsze rozwiązanie. Dlatego, obok ostrożnych prognoz zapowiadających stabilizację, pojawiają się też opinie specjalistów rynku przewidujące, iż wiosną może dojść do krachu i spadku cen niektórych lokali nawet o 30 proc.
- Problemy z uzyskaniem odpowiednio wysokiego kredytu są głównie w tych bankach, które obligatoryjnie żądają wyceny rzeczoznawcy - wyjaśnia Krzysztof Iwan, szef łódzkiego oddziału Goldenegg, firmy doradzającej w inwestycjach.

- Biegli sporządzają operaty szacunkowe na podstawie aktów notarialnych sporządzanych w ostatnim czasie w okolicy. Powszechną zaś praktyką jest zaniżanie w tych dokumentach wartości mieszkań, by zaoszczędzić nieco na podatkach - mówi Iwan.
W opinii ekspertów, za banki łagodnie podchodzące do wyceny nieruchomości uchodzą m.in. MultiBank, Lukas, Nordea czy Dom Bank. Po środku stawki lokuje się Pekao SA. Opinię najbardziej restrykcyjnych mają niezmiennie Millenium, PKO BP, GE Bank.
Jakub Królikowski, specjalista ds. kredytów hipotecznych w MultiBanku, mówi, że w przypadku mieszkań praktycznie się nie zdarza, by bank kwestionował ustaloną cenę. Przyznaje natomiast, że jeśli chodzi o działki i domy, w 20-30 proc. przypadków ceny te są podważane, a ewentualne kredyty opiewają na niższe kwoty.
- Chronimy w ten sposób nie tylko siebie, ale tak-że klienta. Często jest tak, że nie zna się on na nieruchomościach, nie wie, że przepłaca - mówi Krzysztof Iwan.
4700 zł - chcą sprzedający za 1 mkw. mieszkania w Łodzi. Banki wyceniają metr na 4300 zł
30 proc. - mogą stracić na wartości najmniej atrakcyjne mieszkania w blokach"

Tyle cytat: nic więcej nic mniej. Czeka nas dokładnie to samo. Przewartościowane nieruchomości i rozdmuchane kredyty dla ludzi nie mających zdolności kredytowych. To nie jest pytanie czy jest to rozdmuchana bańka ? Pytanie jest tylko kiedy pęknie...

a jednak idzie krach

a jednak idzie krach
Nad mieszkaniami wisi krach

Banki nie chcą już kredytować zbyt drogich mieszkań, a biura nieruchomości nie
przyjmują zbyt drogich ofert. To wyraźny sygnał, że w 2008 r. czeka nas nie
stabilizacja, lecz poważny spadek cen na wciąż "napompowanym" rynku nieruchomości.

Pozornie wszystko jest po staremu - względna równowaga. Z danych portalu
Oferty.net wynika, że za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie sprzedający
żądają średnio 9,556 zł, o 0,5 proc. więcej niż miesiąc temu. W Krakowie 8,248
zł (plus 2,4 proc.), w Poznaniu 6,278 zł (plus 0,2 proc.), tylko w Łodzi jest
taniej o,3 proc. (4,760 zł).

Mimo że obroty biur nieruchomości spadły aż o 70 proc. w porównaniu z
przełomem lat 2006 i 2007, ich klienci coraz częściej odprawiani są z
kwitkiem. Właściciele mieszkań i domów słyszą: albo pan opuści cenę, albo
szkoda naszej fatygi i tak nabywca nie dostanie kredytu na tak dużą kwotę.

Sprzedający ciągle żyją przeszłością, nie chcą opuszczać cen. Część kupujących
nie ma rozeznania w rynku i godzi się na postawione warunki. Banki jednak
wiedzą, że mamy korektę. Nieruchomości nie są już tyle warte, co trzy miesiące
temu i że za trzy miesiące będą warte jeszcze mniej - mówi Michał
Macierzyński, ekspert portalu Bankier.pl.

Jak tłumaczy, coraz mniej banków skłonnych jest pożyczyć 500 tys. zł na
nieruchomość, która lada chwila może kosztować 400 tys. zł. Mieszkanie jest
bowiem zabezpieczeniem, na wypadek gdyby klient nie spłacił pożyczki. Dlatego
banki zaczynają zaniżać wartości nieruchomości i, co za tym idzie, kwoty
udzielanych kredytów.

Macierzyński podkreśla, że z tego samego powodu skończyło się udzielanie
kredytów nawet do 130 proc. wartości mieszkania. Na to instytucje finansowe
mogły sobie pozwolić tylko wtedy, gdy ceny nieruchomości szły z miesiąca na
miesiąc średnio o 10 proc. do góry.

Dla przykładu, w Łodzi, gdzie średnie ofertowe ceny wciąż utrzymują się na
poziomie 4,7 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania, rzeczoznawcy wyceniają
przeciętnie lokale na 3,8 do 4,3 tys. zł, a więc 10-20 proc. mniej. W
rezultacie sprzedający staje przed alternatywą: albo sprzeda taniej, albo
będzie tygodniami czekał na kolejnego kupca. Coraz więcej osób wybiera to
pierwsze rozwiązanie. Dlatego, obok ostrożnych prognoz zapowiadających
stabilizację, pojawiają się też opinie specjalistów rynku przewidujące, iż
wiosną może dojść do krachu i spadku cen niektórych lokali nawet o 30 proc.

Problemy z uzyskaniem odpowiednio wysokiego kredytu są głównie w tych bankach,
które obligatoryjnie żądają wyceny rzeczoznawcy - wyjaśnia Krzysztof Iwan,
szef łódzkiego oddziału Goldenegg, firmy doradzającej w inwestycjach. Biegli
sporządzają operaty szacunkowe na podstawie aktów notarialnych sporządzanych w
ostatnim czasie w okolicy. Powszechną zaś praktyką jest zaniżanie w tych
dokumentach wartości mieszkań, by zaoszczędzić nieco na podatkach - mówi Iwan.

W opinii ekspertów, za banki łagodnie podchodzące do wyceny nieruchomości
uchodzą m.in. MultiBank, Lukas, Nordea czy Dom Bank. Po środku stawki lokuje
się Pekao SA. Opinię najbardziej restrykcyjnych mają niezmiennie Millenium,
PKO BP, GE Bank.

Jakub Królikowski, specjalista ds. kredytów hipotecznych w MultiBanku, mówi,
że w przypadku mieszkań praktycznie się nie zdarza, by bank kwestionował
ustaloną cenę. Przyznaje natomiast, że jeśli chodzi o działki i domy, w 20-30
proc. przypadków ceny te są podważane, a ewentualne kredyty opiewają na niższe
kwoty.
Chronimy w ten sposób nie tylko siebie, ale tak-że klienta. Często jest tak,
że nie zna się on na nieruchomościach, nie wie, że przepłaca - mówi Krzysztof
Iwan.

4700 zł - chcą sprzedający za 1 mkw. mieszkania w Łodzi. Banki wyceniają metr
na 4300 zł
30 proc. - mogą stracić na wartości najmniej atrakcyjne mieszkania w blokach

banki.wp.pl/kat,69476,wid,9688357,raportwiadomosc.html?rfbawp=1203868066.203&ticaid=156b1

banki nie chca kredytowac zbyt drogich mieszkan...

banki nie chca kredytowac zbyt drogich mieszkan...

www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=1719915.
Nad mieszkaniami wisi krach

Banki nie chcą już kredytować zbyt drogich mieszkań, a biura
nieruchomości nie
przyjmują zbyt drogich ofert. To wyraźny sygnał, że w 2008 r. czeka
nas nie
stabilizacja, lecz poważny spadek cen na wciąż "napompowanym" rynku
nieruchomości.

Pozornie wszystko jest po staremu - względna równowaga. Z danych
portalu
Oferty.net wynika, że za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie
sprzedający
żądają średnio 9,556 zł, o 0,5 proc. więcej niż miesiąc temu. W
Krakowie 8,248
zł (plus 2,4 proc.), w Poznaniu 6,278 zł (plus 0,2 proc.), tylko w
Łodzi jest
taniej o,3 proc. (4,760 zł).

Mimo że obroty biur nieruchomości spadły aż o 70 proc. w porównaniu z
przełomem lat 2006 i 2007, ich klienci coraz częściej odprawiani są z
kwitkiem. Właściciele mieszkań i domów słyszą: albo pan opuści cenę,
albo
szkoda naszej fatygi i tak nabywca nie dostanie kredytu na tak dużą
kwotę.

Sprzedający ciągle żyją przeszłością, nie chcą opuszczać cen. Część
kupujących
nie ma rozeznania w rynku i godzi się na postawione warunki. Banki
jednak
wiedzą, że mamy korektę. Nieruchomości nie są już tyle warte, co
trzy miesiące
temu i że za trzy miesiące będą warte jeszcze mniej - mówi Michał
Macierzyński, ekspert portalu Bankier.pl.

Jak tłumaczy, coraz mniej banków skłonnych jest pożyczyć 500 tys. zł
na
nieruchomość, która lada chwila może kosztować 400 tys. zł.
Mieszkanie jest
bowiem zabezpieczeniem, na wypadek gdyby klient nie spłacił
pożyczki. Dlatego
banki zaczynają zaniżać wartości nieruchomości i, co za tym idzie,
kwoty
udzielanych kredytów.

Macierzyński podkreśla, że z tego samego powodu skończyło się
udzielanie
kredytów nawet do 130 proc. wartości mieszkania. Na to instytucje
finansowe
mogły sobie pozwolić tylko wtedy, gdy ceny nieruchomości szły z
miesiąca na
miesiąc średnio o 10 proc. do góry.

Dla przykładu, w Łodzi, gdzie średnie ofertowe ceny wciąż utrzymują
się na
poziomie 4,7 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania, rzeczoznawcy
wyceniają
przeciętnie lokale na 3,8 do 4,3 tys. zł, a więc 10-20 proc. mniej. W
rezultacie sprzedający staje przed alternatywą: albo sprzeda taniej,
albo
będzie tygodniami czekał na kolejnego kupca. Coraz więcej osób
wybiera to
pierwsze rozwiązanie. Dlatego, obok ostrożnych prognoz
zapowiadających
stabilizację, pojawiają się też opinie specjalistów rynku
przewidujące, iż
wiosną może dojść do krachu i spadku cen niektórych lokali nawet o
30 proc.

Problemy z uzyskaniem odpowiednio wysokiego kredytu są głównie w
tych bankach,
które obligatoryjnie żądają wyceny rzeczoznawcy - wyjaśnia Krzysztof
Iwan,
szef łódzkiego oddziału Goldenegg, firmy doradzającej w
inwestycjach. Biegli
sporządzają operaty szacunkowe na podstawie aktów notarialnych
sporządzanych w
ostatnim czasie w okolicy. Powszechną zaś praktyką jest zaniżanie w
tych
dokumentach wartości mieszkań, by zaoszczędzić nieco na podatkach -
mówi Iwan.

W opinii ekspertów, za banki łagodnie podchodzące do wyceny
nieruchomości
uchodzą m.in. MultiBank, Lukas, Nordea czy Dom Bank. Po środku
stawki lokuje
się Pekao SA. Opinię najbardziej restrykcyjnych mają niezmiennie
Millenium,
PKO BP, GE Bank.

Jakub Królikowski, specjalista ds. kredytów hipotecznych w
MultiBanku, mówi,
że w przypadku mieszkań praktycznie się nie zdarza, by bank
kwestionował
ustaloną cenę. Przyznaje natomiast, że jeśli chodzi o działki i
domy, w 20-30
proc. przypadków ceny te są podważane, a ewentualne kredyty opiewają
na niższe
kwoty.
Chronimy w ten sposób nie tylko siebie, ale tak-że klienta. Często
jest tak,
że nie zna się on na nieruchomościach, nie wie, że przepłaca - mówi
Krzysztof
Iwan.

4700 zł - chcą sprzedający za 1 mkw. mieszkania w Łodzi. Banki
wyceniają metr
na 4300 zł
30 proc. - mogą stracić na wartości najmniej atrakcyjne mieszkania w
blokach

Skrzypek ma dziś przesłuchanie

GazWyb: problem bo Skrzypek nie jest z ukladu!!!!!
Wbrew pomowieniom Witolda Gadomskiego (juz drugi paszkwil w ciagu 2
dni, "zespol do zadan specjalnych" Gazety dwoi sie i troi), Sławomir Skrzypek
kandydat na stanowisko prezesa NBP ma swietne kwalifikacje.

Oto tekst z witryny PKO BP gdzie Sławomir Skrzypek obecnie jest p.o. prezesa
zarzadu

www.pkobp.pl/index.php/id=tw_sskr/zone=-1/section=ogol

Pelny tekst ponizej...

Sławomir Skrzypek

Wiceprezes Zarządu Banku, p.o. prezesa Zarządu Banku nadzorujący Obszar
Prezesa Zarządu Banku oraz Obszar Rynku Korporacyjnego, Usług i Inwestycji
Kapitałowych

42 lata. Absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach oraz mgr nauk
ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Uzyskał dyplom MBA na University of Wisconsin - La Crosse, z rozszerzonym
programem w zakresie finansów oraz dyplom Business Management Uniwersytetu
Georgetown.
Ponadto ukończył studia podyplomowe na Akademii Ekonomicznej w Krakowie w
zakresie Zarządzania Aktywami i Pasywami w Polskim Systemie Bankowym oraz na
Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Odbył praktyki w biurze kongresmena w Kongresie Stanów Zjednoczonych w
Waszyngtonie (praca legislacyjna w zakresie bankowości i finansów) oraz przy
Misji Polskiej ONZ w Nowym Jorku (programy finansowe UNDP). Ukończył m.in. kurs
doradców inwestycyjnych.

W latach 1993-1997 pracował w Najwyższej Izbie Kontroli, w której zajmował się
kontrolą finansową struktur administracji rządowej i samorządowej oraz sektora
bankowego.
W latach 1997-2000 pełnił funkcję Zastępcy Prezesa Zarządu Narodowego Funduszu
Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, odpowiedzialnego za
Departament Kapitałowy, Departament Współpracy z Zagranicą oraz Departament
Ochrony Wód i Gospo-darki Wodnej. W roku 2001 zajmował się m.in. doradztwem
finansowym oraz przeprowadził kilka wykładów z zakresu zarządzania na
Uniwersytecie Warszawskim, w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu w
Warszawie oraz na SGGW, a od kwietnia do maja tego roku pełnił funkcję,
delegowanego z Rady Nadzorczej, członka Zarządu IX NFI im. E. Kwiatkowskiego.
Od maja 2001 r. do stycznia 2002 r. był członkiem Zarządu PKP SA,
odpowiedzialnym za restrukturyzację i nadzór właścicielski.

Od listopada 2002 r. pełnił funkcję Zastępcy Prezydenta Miasta Stołecznego
Warszawy, od-powiedzialnego m.in. za politykę finansową, inwestycje i nadzór
właścicielski.

Z dniem 20.12.2005 r. został powołany do pełnienia funkcji wiceprezesa Zarządu
PKO BP SA, a od 29.09.2006 r. dodatkowo pełni obowiązki prezesa Zarządu PKO BP
SA.
Sprawuje nadzór nad: Pionem Bankowości Korporacyjnej, Pionem Finansowania
Struktural-nego, Departamentem Marketingu Klienta Korporacyjnego, Departamentem
Inwestycji Kapi-tałowych, Departamentem Audytu Wewnętrznego, Departamentem
Promocji i Komunikacji, Biurem Zarządu Banku, regionalnymi oddziałami
korporacyjnymi, a także kieruje Pionem Usług i Pionem Zarządzania Zasobami
Ludzkimi.

Jest zastępcą przewodniczącego Komitetu Kredytowego Banku oraz Komitetu
Sterującego ds. wdrożenia Programu modernizacji oddziałów w PKO BP SA.

Pełnił funkcje:

wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej BOŚ SA,
przewodniczącego Rady Nadzorczej: Mielec-Diesel-Gaz Sp. z o.o., PTE EPOKA SA,
Telekomunikacji Kolejowej SA,
sekretarza Rady Nadzorczej IX NFI im. E. Kwiatkowskiego,
członkiem Rady Nadzorczej Domu Maklerskiego BOŚ SA.

Aktualnie pełni funkcje przewodniczącego Rad Nadzorczych: Narodowego Funduszu
Ochro-ny Środowiska i Gospodarki Wodnej, Banku Pocztowego SA i Telewizji
Polskiej SA.

Mamy Rząd Zdrady Narodowej(bez pytajnika)

Donosiciele

Wiesław Jan Kurowski, członek Rady Politycznej PiS – tajny
współpracownik „Sławek”, „Radosław”, „Jacek”, donosił na Andrzeja
Czumę, który informuje o tym na swojej stronie internetowej. Na
stronie PiS pan Kurowski nie figuruje na liście członków Rady, ale –
co ciekawe – w wersji angielskiej strony dalej jest jej członkiem.

Janusz Kurtyka, od 22.12.2005 szef IPN – donosem na Andrzeja
Przewoźnika (nieprawdziwym zresztą, co wykazało późniejsze
postępowanie autolustracyjne) wyeliminował najpoważniejszego
konkurenta do stanowiska. Informacje o tym, że są materiały na
Przewoźnika przekazał do kolegium IPN jeszcze przed wydaniem decyzji
o udostępnieniu odpowiednich zasobów – jednoznacznie potwierdziła to
szefowa archiwów, skąd dokumenty zostały wydane. Świadczy to o tym,
że Kurtyka uzyskał wiedzę z nich nielegalnie.

Ryszard Terlecki, od 29.12.2005 szef krakowskiego oddziału IPN w
miejsce Kurtyki, późniejszy kandydat PiS na prezydenta Krakowa
natknąwszy się w IPN na materiały dotyczące swojego ojca, pisarza
Olgierda Terleckiego, podał do publicznej wiadomości, że był on
tajnym współpracownikiem SB (pseudonim: Lachowicz). A więc i IV RP
ma swojego bohatera na wzór Pawki Morozowa, trudno się więc dziwić,
że został nagrodzony.

Jarosław Myjak, we wrześniu 2006 r. został przez PiSowskiego p.o.
prezesa Sławomira Skrzypka mianowany wiceprezesem PKO BP.
w grudniu 2003 r. w atmosferze skandalu i podejrzeń o niejasne
interesy (m. in. podejrzany zakup biurowca) zrezygnował ze
stanowiska prezesa zarządu Commercial Union.
30.11.2006 - wiceprezes Myjak podał się do dymisji po zarzuceniu mu
przez Radę Nadzorczą, że złożył nieprawdziwe oświadczenie
lustracyjne, w którym deklarował, że nie był współpracownikiem SB.

Andrzej Krawczyk, podsekretarz stanu w kancelarii prezydenta, w 1982
r., będąc redaktorem "Biuletynu Solidarności Uniwersytetu
Warszawskiego", podpisał zobowiązanie do współpracy jako informator
Wojskowej Służby Wewnętrznej. Podpisane przez Krawczyka zobowiązanie
zostało znalezione na początku lutego 2007 r. w Agencji
Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Po ujawnieniu tego faktu prezydentowi,
Andrzej Krawczyk podjął decyzję o odejściu z jego kancelarii. W
wydanym oświadczeniu pan minister napisał między innymi, że zgodził
się podpisać zobowiązanie do współpracy z WSW, bo zmuszono go do
tego szantażem.

Jerzy Targalski, mianowany 15.07.2006 wiceprezesem Polskiego Radia
S.A. - będąc w latach 80-tych na emigracji, starając się o pracę w
Radiu Wolna Europa, w swoim życiorysie pominął fakt, że był
członkiem PZPR. Sprawa szybko wyszła na jaw i dyrektor rozgłośni
polskiej, Jan Nowak-Jeziorański nie dał Targalskiemu etatu. W
reważu, czołowy obecnie lustrator i moralista napisał na Nowaka
donos do Kongresu USA, w którym przedstawił sfabrykowane oskarżenia
o współpracę "Kuriera z Warszawy" z niemieckimi okupantami w czasie
II wojny.

Władysław Mącior, który w 2000 r. stał na czele zespołu ds.
nowelizacji prawa karnego przy ówczesnym ministrze sprawiedliwości
Lechu Kaczyńskim, z obecnie jest wiceszefem Komisji Kodyfikacyjnej
Prawa Karnego przy ministrze sprawiedliwości i twórcą projektu
nowego kodeksu karnego, według ustaleń "Newsweeka", na początku lat
osiemdziesiątych współpracował z SB, kontaktując się systematycznie
z jednym z najbardziej znienawidzonych krakowskich esbeków - kpt.
Stanisławem Knapikiem. Między innymi w trakcie jednego z takich
spotkań operacyjnych - tuż przed zjazdem Solidarności w 1981 roku,
na który ówczesny docent Mącior jechał jako delegat - przekazał
informację, że pismo "Universitas", wydawane tajnie przez NZS
Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest składane i oprawiane w tzw. małej
poligrafii Uniwersytetu.

spieprzajdziadu.com/muzeum/index.php?title=Odnowiciele#Tajni_wsp.C3.B3.C5.82pracownicy.2C_donosiciele

Niebezpieczny Bank Polski

Prawdziwy obraz kandydata na prezesa NBP>>>>>>
Wbrew klamstwom Witolda Gadomskiego, Sławomir Skrzypek prawdopodobny kandydat
na stanowisko prezesa NBP ma swietne kwalifikacje.

Prosze bardzo, sami sie zapoznajcie, sciagnalem to z witryny PKO BP gdzie S.
Skrzypek obecnie jest p.o prezesa zarzadu

www.pkobp.pl/index.php/id=tw_sskr/zone=-1/section=ogol

Pelny tekst ponizej...

Sławomir Skrzypek

Wiceprezes Zarządu Banku, p.o. prezesa Zarządu Banku nadzorujący Obszar
Prezesa Zarządu Banku oraz Obszar Rynku Korporacyjnego, Usług i Inwestycji
Kapitałowych

42 lata. Absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach oraz mgr nauk
ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Uzyskał dyplom MBA na University of Wisconsin - La Crosse, z rozszerzonym
programem w zakresie finansów oraz dyplom Business Management Uniwersytetu
Georgetown.
Ponadto ukończył studia podyplomowe na Akademii Ekonomicznej w Krakowie w
zakresie Zarządzania Aktywami i Pasywami w Polskim Systemie Bankowym oraz na
Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Odbył praktyki w biurze kongresmena w Kongresie Stanów Zjednoczonych w
Waszyngtonie (praca legislacyjna w zakresie bankowości i finansów) oraz przy
Misji Polskiej ONZ w Nowym Jorku (programy finansowe UNDP). Ukończył m.in. kurs
doradców inwestycyjnych.

W latach 1993-1997 pracował w Najwyższej Izbie Kontroli, w której zajmował się
kontrolą finansową struktur administracji rządowej i samorządowej oraz sektora
bankowego.
W latach 1997-2000 pełnił funkcję Zastępcy Prezesa Zarządu Narodowego Funduszu
Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, odpowiedzialnego za
Departament Kapitałowy, Departament Współpracy z Zagranicą oraz Departament
Ochrony Wód i Gospo-darki Wodnej. W roku 2001 zajmował się m.in. doradztwem
finansowym oraz przeprowadził kilka wykładów z zakresu zarządzania na
Uniwersytecie Warszawskim, w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu w
Warszawie oraz na SGGW, a od kwietnia do maja tego roku pełnił funkcję,
delegowanego z Rady Nadzorczej, członka Zarządu IX NFI im. E. Kwiatkowskiego.
Od maja 2001 r. do stycznia 2002 r. był członkiem Zarządu PKP SA,
odpowiedzialnym za restrukturyzację i nadzór właścicielski.

Od listopada 2002 r. pełnił funkcję Zastępcy Prezydenta Miasta Stołecznego
Warszawy, od-powiedzialnego m.in. za politykę finansową, inwestycje i nadzór
właścicielski.

Z dniem 20.12.2005 r. został powołany do pełnienia funkcji wiceprezesa Zarządu
PKO BP SA, a od 29.09.2006 r. dodatkowo pełni obowiązki prezesa Zarządu PKO BP
SA.
Sprawuje nadzór nad: Pionem Bankowości Korporacyjnej, Pionem Finansowania
Struktural-nego, Departamentem Marketingu Klienta Korporacyjnego, Departamentem
Inwestycji Kapi-tałowych, Departamentem Audytu Wewnętrznego, Departamentem
Promocji i Komunikacji, Biurem Zarządu Banku, regionalnymi oddziałami
korporacyjnymi, a także kieruje Pionem Usług i Pionem Zarządzania Zasobami
Ludzkimi.

Jest zastępcą przewodniczącego Komitetu Kredytowego Banku oraz Komitetu
Sterującego ds. wdrożenia Programu modernizacji oddziałów w PKO BP SA.

Pełnił funkcje:

wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej BOŚ SA,
przewodniczącego Rady Nadzorczej: Mielec-Diesel-Gaz Sp. z o.o., PTE EPOKA SA,
Telekomunikacji Kolejowej SA,
sekretarza Rady Nadzorczej IX NFI im. E. Kwiatkowskiego,
członkiem Rady Nadzorczej Domu Maklerskiego BOŚ SA.

Aktualnie pełni funkcje przewodniczącego Rad Nadzorczych: Narodowego Funduszu
Ochro-ny Środowiska i Gospodarki Wodnej, Banku Pocztowego SA i Telewizji
Polskiej SA.

Zobacz co jutro ujawni GW: posłowie Samoobrony ...

Przez dwa kilometry ciągnie się ulicami Krakowa żółta powyginana rura
przytwierdzona taśmą klejącą do płotów, szop i słupów elektrycznych. Płynął nią
gaz. Rurę powiesiła gazownia po interwencji ministra Wassermanna, który ma dom
na niedogrzanym osiedlu

Najstarszy z trójki braci Marcinkiewiczów przed laty działał w ZChN, w latach
1990-99 był dyrektorem w Urzędzie Wojewódzkim w Gorzowie. Zwolnił go ówczesny
wojewoda lubuski Jan Majchrowski (AWS). Podejrzewano - pisze gazeta - że
Mirosław był zaangażowany w niezgodną z prawem próbę przekazania w prywatne
ręce wartej 2 mln zł stacji ornitologicznej. Starszy brat premiera Kazimierza
Marcinkiewicza - Mirosław został dyrektorem I Oddziału Banku PKO BP w Gorzowie,
największej placówki tego banku w mieście.

Prowokacja - rządowa limuzyna dla o. Rydzyka
"Fakt": Dziennikarze gazety przeprowadzili dziennikarską prowokację. Gazeta
sprawdziła, jak potężne są wpływy dyrektora Radia Maryja. Zamówiła dla niego
limuzynę w resorcie rolnictwa. Szok! Minister Krzysztof Jurgiel błyskawicznie
spełnił życzenie.

Telekomunikacja Polska odłączyła telefon w biurze poselskim szefa Klubu
Parlamentarnego PiS, bo nie zapłacił ponad 14-tysięcznego rachunku. Sprawa
trafiła nawet do sądu. Gdy się nią zajęliśmy, Gosiewski zapłacił zaległości.

Prokuratury w całym kraju pilnie sprawdzają, czy przeciw gdańskim biznesmenom
Jackowi i Witoldowi Merkelom toczą się śledztwa. Czy Ministerstwo
Sprawiedliwości po cichu wspiera Jacka Kurskiego w procesie, który mu wytoczyli
bracia Merkelowie?

Ponad 30 tysięcy złotych dodatkowo mogą wyciągnąć wiceministrowie, którzy
odeszli do urzędów państwowych z warszawskiego magistratu. A to dlatego, że
wciąż formalnie są zatrudnieni w stołecznym Ratuszu! - pisze "Super Express".

Dziennikarka "Newsweeka" dotarła do akt śledztwa sprzed pięciu lat, które
rzucają nowe światło na dzisiejsze plany PiS wobec mediów i dziennikarzy. Te
dokumenty to akta śledztwa wszczętego na polecenie prokuratora Zbigniewa
Wassermanna i ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. To oni kazali tropić
dziennikarzy "Rzeczpospolitej" - pisze Wojciech Maziarski w
tygodniku "Newsweeek".

Czy Tomasz Górski, poseł PiS z Poznania, wyłudzał gotówkę od firmy CLA? Czy w
sklepach meblowych należących do jego rodziny podstawione osoby fikcyjnie
kupowały towar? Górski zaprzecza. ...

Obie firmy nawiązały współpracę w latach 90. Gdy klient nie miał gotówki na
zakup mebli, brał kredyt w CLA. Firma płaciła Górskim za meble.
Nie wszystkie kredyty były spłacane. Z informacji „Głosu" wynika, że CLA
straciła w ten sposób ponad 80.000 złotych. Marian K., który przed laty był
zatrudniony w dziale windykacji CLA twierdzi, że jego szefowie wiedzieli
o „działalności" Tomasza Górskiego.

Tylko obcokrajowcy, niepełnosprawni i poseł PiS Jacek Kurski zdają egzaminy na
prawo jazdy w sposób indywidualny. W sali są wtedy tylko dwie osoby - zdający i
egzaminator. W przypadku posła był to jego przyjaciel.
Żeby odzyskać prawo jazdy, Kurski musiał zdawać dwa razy - za pierwszym oblał
teorię. Przy powtórce obowiązywała ta sama zasada - w sali tylko zdający i
egzaminator, którym tym razem był Andrzej Pepliński, wieloletni przyjaciel
Jacka Kurskiego.

Robert Sosnowski, burmistrz Pragi Północ i działacz władz krajowych PiS, oraz
jego żona Edyta, radna i szefowa PiS na Targówku, załatwili sobie mieszkanie z
zasobów gminnych jeszcze przed ślubem. Ale właściwie nie wiadomo, gdzie
mieszkają.

Pracownik ministerstwa wyłudził mieszkanie
"Rzeczpospolita": Szef gabinetu politycznego ministra sportu okłamał
urzędników, żeby dostać mieszkanie komunalne w centrum stolicy. Sam mieszka w
domu pod Warszawą.
Marek Różycki jest harcmistrzem, w latach 80. zakładał Związek Harcerstwa
Rzeczypospolitej. Na stronach internetowych ZHR deklaruje, że mieszka 25
kilometrów pod Warszawą.
"Rzeczpospolita" pisze, że Różycki w podaniu o przydział mieszkania nie
wspomniał o domu pod Warszawą. Napisał, że z żoną i trojgiem dzieci mieszka u
szwagierki na Woli.

Minister Wojciech Jasiński zmienił w czwartek radę nadzorczą gdańskiej Energi,
największego dystrybutora energii elektrycznej w Polsce, który przymierza się
do zakupu Stoczni Gdańskiej. Ludzi SLD zastąpili ludzie PiS. Trzech kandydatów
rekomendowały pomorskie władze partii pod wodzą posła Tadeusza Cymańskiego.
Zaproponowały m.in. specjalistę - profesora Politechniki Gdańskiej Waldemara
Kamrata, członka Komitetu Problemów Energetyki PAN.

Ale gdy listę przedstawił ministrowi skarbu wysłannik pomorskiego PiS poseł
Jacek Kurski, miejsce Kamrata zajął Lucjan Nowakowski, przyjaciel Kurskiego.

Eurobank na skraju bankructwa !!!!!!!!!!!!!!!!!

Eurobank na skraju bankructwa !!!!!!!!!!!!!!!!!
Klienci Eurobanku już prawie tydzień mają utrudniony dostęp do swoich
pieniędzy! Uszkodzony w ubiegły poniedziałek system informatyczny ma ruszyć w
ciągu najbliższych godzin - obiecują pracownicy banku.

Jak długo w dobie gospodarki elektronicznej może trwać usuwanie awarii
systemu informatycznego w dużym banku detalicznym? Do tej pory wydawało się,
że skandalem jest nawet kilku- czy kilkunastogodzinne odcięcie klientom
dostępu do pieniędzy, które z rzadka przydarza się zarówno renomowanym bankom
internetowym (jak np. mBankowi), jak i tradycyjnym molochom (np. PKO BP). W
ostatnich dniach nowe standardy ustanowił jednak w tej dziedzinie wrocławski
Eurobank, którego klienci od prawie tygodnia nie mogą korzystać z kart
płatniczych ani zaciągnąć w nim nowego kredytu.

Burza i chaos

Chaos w Eurobanku zaczął się od nawałnicy, która przeszła nad Dolnym Śląskiem
w poprzedni poniedziałek. Gigantyczna burza spowodowała zakłócenia w sieci
energetycznej. Jak tłumaczyła nam dzień później Alina Stahl z biura prasowego
Eurobanku, to właśnie nagłe skoki napięcia uszkodziły system informatyczny
banku, który jednak mimo tego nie przerwał obsługi klientów, ale przeszedł na
systemy awaryjne. Dla klientów oznaczało to jednak ograniczenia w obsłudze
kart płatniczych - zarówno w bankomatach, jak i w sklepowych terminalach
można było realizować tylko transakcje o wartości do 200 zł.

Początkowo bank, który obsługuje w całej Polsce ponad 300 tys. posiadaczy
kont osobistych, informował klientów, że usunie awarię i przywróci pełną
funkcjonalność kart płatniczych do wtorkowego wieczoru. Później Alina Stahl
obiecywała, że wszystko wróci do normy najpóźniej w środę rano. Ale nie
wróciło - ani w środę, ani w ciągu następnych dni. Dopiero w czwartek na
internetowej stronie Eurobanku ukazał się obiecujący komunikat zarządu, z
którego wynikało, że "przywrócona została pełna funkcjonalność kasowa", a
więc klienci mogą bez ograniczeń wypłacać pieniądze w oddziałach.

Tyle tylko, że taką możliwość daje jedynie 80 ze 130 placówek Eurobanku
(część z nich to tylko stoiska przyjmujące wnioski kredytowe lub o otwarcie
konta). Co gorsza, jednocześnie z uruchomieniem obsługi kasowej informatycy
definitywnie odcięli klientom możliwość korzystania, choćby w ograniczonym
zakresie, z kart płatniczych - nie można nimi ani płacić w sklepie, ani
wyciągnąć gotówki z bankomatu. Aby wyciągnąć pieniądze z własnego konta,
trzeba pofatygować się do oddziału oferującego obsługę kasową. W Trójmieście,
Krakowie czy Wrocławiu są tylko po trzy placówki, a w Warszawie dziewięć (w
stolicy bank ma jednak aż 15 oddziałów).

Klienci psioczą, bank uspokaja

Internauci nie pozostawiają na Eurobanku suchej nitki. - Od początku tygodnia
nie można realizować żadnych operacji, obsługa tłumaczy to awarią systemu,
ale to trwa już tyle dni, że chodzą różne plotki. Np. taka, że bank jest
niewypłacalny - pisze na forum Gazeta.pl internauta o pseudonimie dr. -
Poszedłem wycofać moje pieniążki w czwartek o 16, bank dalej nie działał.
Nasuwa się pytanie - jak to możliwe? - Koledzy, zastanawiajcie się lepiej,
komu powierzacie swoje, ciężko przecież zarobione, oszczędności - dodaje inny
internauta.

- To dziwne, że Eurobank nie posiada pełnowartościowych systemów awaryjnych.
Takie problemy się zdarzają i duży bank powinien być na nie przygotowany -
komentuje informatyk jednego z banków internetowych, który poprosił o
anonimowość. Centralny system informatyczny wykonała dla Eurobanku rzeszowska
firma informatyczna Comp. Jej systemy pracują też w kilku innych dużych
bankach, m.in. w BGŻ.

Eurobank po "czarnym tygodniu" może stracić nie tylko część zawiedzionych
niską jakością obsługi klientów, ale i sporo pieniędzy. Z banku od
poniedziałku z wielkim opóźnieniem wychodzą przelewy zlecone przez klientów,
z kłopotami docierają pieniądze przelewane z innych banków. Nie są też
rozpatrywane na bieżąco wnioski kredytowe, co dla banku specjalizującego się
w udzielaniu szybkich pożyczek jest prawdziwą katastrofą. - Mogę przyjąć pana
wniosek, ale decyzja kredytowa będzie dopiero za kilka dni - powiedziała nam
wczoraj pracownica infolinii Eurobanku. Nie wiadomo też, czy bank nie poniósł
strat, zezwalając klientom przez pierwszych kilka dni na dokonywanie kartami
transakcji do 200 zł bez autoryzacji (wypłata pieniędzy odbywała się bez
połączenia z centralą).

System ruszy w poniedziałek?

Jak dowiedzieliśmy się w infolinii wrocławskiego banku, system informatyczny
ma ostatecznie ruszyć dziś. Ale nawet jeśli tak się stanie, to zarówno
pracownicy, jak i klienci jeszcze przez kilka dni będą odczuwali konsekwencje
awarii, np. w postaci opóźnień w księgowaniu i realizowaniu transakcji. Nie
wiadomo, czy bank poza przeprosinami w jakiś wymierny sposób zechce
zrekompensować klientom trwające już tydzień utrudnienia. W weekend nie udało
nam się skontaktować z jego zarządem.

Znajomi właśnie likwiduja konto i wybierają pieniądze, podobno sa z tym
problemy !!!

Dla Hasza o "gumowych standardach prezesa"

__________Gazeta dla Polakó z Solidarnosci________
IMPERIUM AGORY

'''Gazeta' nie jest oficjalnym organem żadnej partii,
stowarzyszenia, czy związku zawodowego. Jako potężny i wpływowy
podmiot polityczny, o rozległych kontaktach i wpływach w kręgach
władzy i środków masowego przekazu w Polsce i za granicą, SAMA
współkreuje rzeczywistość. Jest suwerenna, bowiem służy interesom
tylko własnego środowiska. (...) dorobiła się i w pełni korzysta z
olbrzymich i realnych, choć nieformalnych udziałów we wszystkich
monteskiuszowskich sferach władzy, potrafi skutecznie lobbować w
parlamencie, ma wierne oczy, uszy i ręce niemal w każdym gabinecie,
oddanych zwolenników w mediach publicznych oraz samorządach i
organach administracji wszystkich rodzajów i szczebli, sądy zaś
sprawuje sama"

Spółka Agora kojarzona jest przez wszystkich z "Gazetą Wyborczą",
której

jest wydawcą. Podmioty te powstały na mocy porozumień Okrągłego
Stołu w kwietniu 1989 r. Zespół kierowniczy "Gazety Wyborczej"
tworzyli: Helena Łuczywo, Adam Michnik i Ernest Skalski. Redaktorem
naczelnym został Adam Michnik. Do wydawania "Gazety" Zbigniew Bujak,
Aleksander Paszyński i Andrzej Wajda powołali spółkę Agora z
kapitałem zakładowym wynoszącym 15 nowych zł.

Na kredyt

Jak twierdzi Stanisław Remuszko, "Gazeta Wyborcza", "która powstała
z łatwo przeliczalnych na pieniądze środków i możliwości,
przyznanych wskutek kontraktu Okrągłego Stołu całej ówczesnej
opozycji, rychło została zawłaszczona (...) przez jedną wyrazistą
grupę polityczną" (Remuszko S., Gazeta Wyborcza. Początki i okolice
(kalejdoskop), Warszawa 1999, Oficyna "Rękodzieło", s. 80).

Trzeba jasno zaznaczyć, że Agora zaczęła wydawać "Gazetę" nie
wykładając na ten cel żadnych pieniędzy. Przyznaje się do tego sam
Adam Michnik, mówiąc: "Nasz rozruch nastąpił na kredyt.
Ustalenia 'okrągłego stołu' pozwoliły na to, że drukarnia zaczęła
drukować nas na kredyt. Lokal (...) przydzielił nam prezydent
miasta, komputery zabraliśmy ze sobą z 'Tygodnika Mazowsze'" (cyt.
za: Darski W., Agora imperium atakuje, "Magazyn Tygodnika
Solidarność", nr 2, 1998 r., s. 19). Przypomnijmy, że
podziemny "Tygodnik Mazowsze" wspierany był finansowo zarówno z
Polski, jak i z zagranicy.

"Gazeta Wyborcza" korzystała z ulgowych cen reglamentowanego wówczas
papieru, wzięła także niskooprocentowane kredyty dzięki poręczeniu
NSZZ "Solidarność". W latach 1989-91 z X Oddziału PKO BP w Warszawie
uzyskała 1 259 600 nowych zł kredytu (zob. Darski W., Agora imperium
atakuje, "Magazyn Tygodnika Solidarność",

nr 2, 1998 r., s. 19).

Duże pieniądze dla "Gazety Wyborczej", wówczas przez wielu
kojarzonej z "Solidarnością", spłynęły z zagranicy. Stowarzyszenie
Solidarności Francusko-Polskiej ofiarowało "Gazecie" 2 427 000
franków, co było wówczas równowartością 428 tys. dolarów. Pieniądze
poszły na sfinansowanie przekazania przez "Le Monde" wycofanych z
obiegu drukarskich maszyn rotacyjnych i wsparcie rozruchu "GW".
Wprawdzie maszyn drukarskich nigdy nie uruchomiono, ale pod ich
zastaw Agora mogła wziąć kredyty na rozwój bazy technicznej.

Amerykańska organizacja National Rndowment for Democracy
przekazała "Wyborczej" 55 tys. dolarów na pokrycie podstawowych
wydatków technicznych. Kolejne pieniądze w wysokości 20 tys. funtów
trafiły z Wielkiej Brytanii na modernizację systemu komputerowego.

W 1990 r. pożyczki udzieliło "GW" dwóch Amerykanów: Rea Hederman,
wydawca "New York Review of Books", i Robert Silvers, redaktor
naczelny tego pisma. W 1996 r. ich wierzytelności zamieniono na
udziały. Obecnie są posiadaczami akcji Agory wartych kilka milionów
złotych (zob. Pytlakowski P., Milionerzy z Wyborczej, "Polityka", nr
29, 2000 r., s. 23).

Do sukcesu "Gazety Wyborczej" przyczyniło się również przejęcie
infrastruktury stworzonej dla "Trybuny Ludu" w postaci systemu
teletransmisji umożliwiającej jednoczesne drukowanie "Gazety" w
Warszawie, Bydgoszczy, Krakowie, Łodzi i Wrocławiu, a także systemu
kolportażu Ruchu.

"Gazeta" się uwłaszcza

We wrześniu 1990 r. Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność"
pozbawiła "Gazetę Wyborczą" prawa do używania symbolu związkowego.
Piotr Niemczycki, wiceprezes Agory, cieszy się dziś z tego faktu,
mówiąc: "Z rynkowego punktu widzenia tamta decyzja okazała się
błogosławieństwem (...)" (Bratkowska M., Wujec P., Po
pierwsze "Gazeta", "Gazeta Wyborcza", 18.01.1999 r., s. 30).

Gdy "Wyborcza" już okrzepła i zakorzeniła się na rynku (pod koniec
1990 r. nakład dzienny wynosił 500 tys. egzemplarzy), mogła zacząć
się uwłaszczać. Dnia 30 kwietnia 1990 r. dotychczasowi trzej
właściciele Agory podzielili się udziałami z 16 dodatkowymi
osobami, "które doprowadziły do powstania spółki i 'Gazety"'. Do
spółki dołączyli: Anna_

Bikont, Stefan Bratkowski, Tomasz Burski, Zofia Bydliśska, Zofia
Floriańczyk, Wojciech Kamiński, Edward Krzemień, Tomasz Kuczborski,
Krzysztof Leski; Grzegorz Lindenbenberg, Helena Łucz'y'wo, Adam
Michnik, Piotr Niemczycki, Piotr Pacewicz, Juliusz Rawicz i Ernest
Skalski (zob. Remuszko S., Gazeta Wyborcza. Początki i okolice
(kalejdoskop),

warszawa 1999, Oficyna "Rękodzieło", s. 49).

_____złoty wchodzi na szyny ERM2___pancer. p. glob

________reprezentujesz "Prawo" Kaduka_____________
IMPERIUM AGORY

'''Gazeta' nie jest oficjalnym organem żadnej partii,
stowarzyszenia, czy związku zawodowego. Jako potężny i wpływowy
podmiot polityczny, o rozległych kontaktach i wpływach w kręgach
władzy i środków masowego przekazu w Polsce i za granicą, SAMA
współkreuje rzeczywistość. Jest suwerenna, bowiem służy interesom
tylko własnego środowiska. (...) dorobiła się i w pełni korzysta z
olbrzymich i realnych, choć nieformalnych udziałów we wszystkich
monteskiuszowskich sferach władzy, potrafi skutecznie lobbować w
parlamencie, ma wierne oczy, uszy i ręce niemal w każdym gabinecie,
oddanych zwolenników w mediach publicznych oraz samorządach i
organach administracji wszystkich rodzajów i szczebli, sądy zaś
sprawuje sama"

Spółka Agora kojarzona jest przez wszystkich z "Gazetą Wyborczą",
której

jest wydawcą. Podmioty te powstały na mocy porozumień Okrągłego
Stołu w kwietniu 1989 r. Zespół kierowniczy "Gazety Wyborczej"
tworzyli: Helena Łuczywo, Adam Michnik i Ernest Skalski. Redaktorem
naczelnym został Adam Michnik. Do wydawania "Gazety" Zbigniew Bujak,
Aleksander Paszyński i Andrzej Wajda powołali spółkę Agora z
kapitałem zakładowym wynoszącym 15 nowych zł.

Na kredyt

Jak twierdzi Stanisław Remuszko, "Gazeta Wyborcza", "która powstała
z łatwo przeliczalnych na pieniądze środków i możliwości,
przyznanych wskutek kontraktu Okrągłego Stołu całej ówczesnej
opozycji, rychło została zawłaszczona (...) przez jedną wyrazistą
grupę polityczną" (Remuszko S., Gazeta Wyborcza. Początki i okolice
(kalejdoskop), Warszawa 1999, Oficyna "Rękodzieło", s. 80).

Trzeba jasno zaznaczyć, że Agora zaczęła wydawać "Gazetę" nie
wykładając na ten cel żadnych pieniędzy. Przyznaje się do tego sam
Adam Michnik, mówiąc: "Nasz rozruch nastąpił na kredyt.
Ustalenia 'okrągłego stołu' pozwoliły na to, że drukarnia zaczęła
drukować nas na kredyt. Lokal (...) przydzielił nam prezydent
miasta, komputery zabraliśmy ze sobą z 'Tygodnika Mazowsze'" (cyt.
za: Darski W., Agora imperium atakuje, "Magazyn Tygodnika
Solidarność", nr 2, 1998 r., s. 19). Przypomnijmy, że
podziemny "Tygodnik Mazowsze" wspierany był finansowo zarówno z
Polski, jak i z zagranicy.

"Gazeta Wyborcza" korzystała z ulgowych cen reglamentowanego wówczas
papieru, wzięła także niskooprocentowane kredyty dzięki poręczeniu
NSZZ "Solidarność". W latach 1989-91 z X Oddziału PKO BP w Warszawie
uzyskała 1 259 600 nowych zł kredytu (zob. Darski W., Agora imperium
atakuje, "Magazyn Tygodnika Solidarność",

nr 2, 1998 r., s. 19).

Duże pieniądze dla "Gazety Wyborczej", wówczas przez wielu
kojarzonej z "Solidarnością", spłynęły z zagranicy. Stowarzyszenie
Solidarności Francusko-Polskiej ofiarowało "Gazecie" 2 427 000
franków, co było wówczas równowartością 428 tys. dolarów. Pieniądze
poszły na sfinansowanie przekazania przez "Le Monde" wycofanych z
obiegu drukarskich maszyn rotacyjnych i wsparcie rozruchu "GW".
Wprawdzie maszyn drukarskich nigdy nie uruchomiono, ale pod ich
zastaw Agora mogła wziąć kredyty na rozwój bazy technicznej.

Amerykańska organizacja National Rndowment for Democracy
przekazała "Wyborczej" 55 tys. dolarów na pokrycie podstawowych
wydatków technicznych. Kolejne pieniądze w wysokości 20 tys. funtów
trafiły z Wielkiej Brytanii na modernizację systemu komputerowego.

W 1990 r. pożyczki udzieliło "GW" dwóch Amerykanów: Rea Hederman,
wydawca "New York Review of Books", i Robert Silvers, redaktor
naczelny tego pisma. W 1996 r. ich wierzytelności zamieniono na
udziały. Obecnie są posiadaczami akcji Agory wartych kilka milionów
złotych (zob. Pytlakowski P., Milionerzy z Wyborczej, "Polityka", nr
29, 2000 r., s. 23).

Do sukcesu "Gazety Wyborczej" przyczyniło się również przejęcie
infrastruktury stworzonej dla "Trybuny Ludu" w postaci systemu
teletransmisji umożliwiającej jednoczesne drukowanie "Gazety" w
Warszawie, Bydgoszczy, Krakowie, Łodzi i Wrocławiu, a także systemu
kolportażu Ruchu.

"Gazeta" się uwłaszcza

We wrześniu 1990 r. Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność"
pozbawiła "Gazetę Wyborczą" prawa do używania symbolu związkowego.
Piotr Niemczycki, wiceprezes Agory, cieszy się dziś z tego faktu,
mówiąc: "Z rynkowego punktu widzenia tamta decyzja okazała się
błogosławieństwem (...)" (Bratkowska M., Wujec P., Po
pierwsze "Gazeta", "Gazeta Wyborcza", 18.01.1999 r., s. 30).

Gdy "Wyborcza" już okrzepła i zakorzeniła się na rynku (pod koniec
1990 r. nakład dzienny wynosił 500 tys. egzemplarzy), mogła zacząć
się uwłaszczać. Dnia 30 kwietnia 1990 r. dotychczasowi trzej
właściciele Agory podzielili się udziałami z 16 dodatkowymi
osobami, "które doprowadziły do powstania spółki i 'Gazety"'. Do
spółki dołączyli: Anna_

Bikont, Stefan Bratkowski, Tomasz Burski, Zofia Bydliśska, Zofia
Floriańczyk, Wojciech Kamiński, Edward Krzemień, Tomasz Kuczborski,
Krzysztof Leski; Grzegorz Lindenbenberg, Helena Łucz'y'wo, Adam
Michnik, Piotr Niemczycki, Piotr Pacewicz, Juliusz Rawicz i Ernest
Skalski (zob. Remuszko S., Gazeta Wyborcza. Początki i okolice
(kalejdoskop),

warszawa 1999, Oficyna "Rękodzieło", s. 49).

Mirosław Marcinkiewicz odchodzi z PiS

Mirosław Marcinkiewicz odchodzi z PiS
Bajeczny interes brata premiera

Czterokrotne przebicie? Czemu nie. Każdy by chciał. Niestety, nie
każdemu jest dane, ale wybranym tak. Na przykład bratu b. premiera
Kazimierza Marcinkiewicza Arkadiuszowi. Ten Arkadiusz to ma łeb...
Jest radnym PiS w Gorzowie Wlkp. i znanym tam biznesmenem. Czego się
nie dotknie, w złoto się zamienia. Dotyka się na ogół nieruchomości.
W lokalnych mediach gaśnie właśnie sensacja związana z kinem
Kopernik. Arkadiusz kupił je za 850 tys., a sprzedał parę tygodni
temu za 3.900.000 zł!

Kino jak kino – budynek z lat 70., to wiadomo, że dziś on jest
niespecjalnie piękny. On jednak nie musiał być piękny, on musiał być
coś wart. Ale czy akurat tyle? No i czy tylko pan Arkadiusz
dostrzegł w tym budynku żyłę złota?

Kino Kopernik należało do spółki, która podlegała Wielkopolskiemu
Urzędowi Marszałkowskiemu. Spółka upadła, kino dostało się w ręce
syndyka, czyli kogoś, kto ma na tym zrobić jak najlepszy interes dla
skarbu państwa. Nie wiedzieć czemu, syndyk (a właściwie syndyczka)
uznał, że najlepiej będzie, jeśli właśnie z Arkadiuszem
Marcinkiewiczem podpisze umowę dzierżawy z prawem pierwokupu.

Skąd wiedziała, że jak da takie prawo panu Marcinkiewiczowi, to
zarobi na kinie najwięcej? Wyceniła budynek i działkę o powierzchni
7,5 tys. mkw. na 837 tys. zł. Kupnem tego terenu zainteresowane było
miasto, które planowało zburzyć Kopernika i zrobić w tym miejscu
bulwar łączący ul. Warszawską z przyszłym Centrum Edukacji
Artystycznej. Gotowe było zapłacić więcej, lub zaproponować
syndykowi w zamian bardziej atrakcyjną działkę komunalną.

Wiceprezydent Gorzowa Ewa Piekarz powiedziała „Gazecie Gorzowskiej”,
że próbowała najpierw telefonicznie, a potem pisemnie skontaktować
się z marszałkiem wielkopolskim – właścicielem spółki, do której
należał Kopernik. Urząd marszałkowski przysłał odpowiedź już po
sprzedaży kina. Marszałek przeprosił prezydenta Gorzowa, że tak
wyszło. Mimo jednak, że miasto do przetargu nie przystąpiło, to
przetarg odbył się jak najbardziej. Ochotę na kino zgłosił
mianowicie pewien dżentelmen z Tenczynka spod Krakowa. Mają ludzie
takie kaprysy – mieć kino na drugim końcu Polski. Dawał 830 tys.
Arkadiusz Marcinkiewicz krzyknął 850 tys. i Kopernik był jego.
Licytacja, czyli istota przetargu, była? Była, no to czego... Pani
syndyk utrzymuje zresztą, że miasto kinem się nie interesowało.

Brat byłego premiera za metr kwadratowy całej nieruchomości (za
działkę z budynkiem) zapłacił 113,50 zł. Naprzeciwko kina rok temu o
połowę mniejsza działka „poszła” po 365,50 zł za metr. Aż taka
różnica spowodowała, że wiceprezydent Gorzowa Ewa Piekarz
zawiadomiła prokuraturę. Prokuratura stwierdziła jednak, że wszystko
było OK. Można powiedzieć, że ledwo stwierdziła, a już pan Arkadiusz
znalazł kupca na swojego już jak najbardziej Kopernika. Pewna spółka
warszawska odkupiła od niego to cacko właśnie za owe za 3,9 mln zł.
To się nazywa mieć głowę do interesów.

Pan Arkadiusz w oświadczeniu majątkowym zadeklarował niedawno, że ma
90 tys. zł oszczędności i posiada działki wartości ok. 600 tys.
Jasne, że na Kopernika nie miał kasy. Jasne, że wziął kredyt. Tylko,
trzeba trafu, w banku PKO BP, gdzie trzeci brat Marcinkiewicz jest
dyrektorem gorzowskiego oddziału. Było to zresztą w czasie, gdy
Kazimierz – b. premier – starał się o prezesurę tego PKO.

Dlaczego my się tak czepiamy sprawy, która żyła sobie w prasie
lokalnej i szczęśliwie zdechła? Bo ta transakcja śmierdzi na
odległość. Fakt, że budynek naprzeciwko, choć mniejszy, sprzedany
został trzy razy drożej niż kino sprzedane Marcinkiewiczowi, tylko
podnieca naszą podejrzliwość. Naszym zdaniem, może być tak, że 850
tys. zł, które zapłacił Marcinkiewicz, to właściwa cena. W tym
miejscu miasta nie może bowiem być nic innego niż kino, muzeum, lub
szkoła. Nie ma mowy, żeby wybudować tam apartamentowiec, jak teraz
się mówi. Za kinem Kopernik lada chwila ruszy budowa Centrum
Edukacji Artystycznej. Będą nowoczesna sala koncertowa na 600 miejsc
oraz kompleks budynków szkół artystycznych. Wykonawca ma już
niezbędną dokumentację i zezwolenia. Ten projekt determinuje
przyszłość architektoniczno-użytkową najbliższego otoczenia, a więc
także kina Kopernik. Jeśli więc w takich okolicznościach ktoś daje
za nie 3.900.000 zł, to, oczywiście, przepłaca.

Dlaczego? Jaki sens ma taka transakcja? Czy nie jest możliwe, że
jest ona przykryciem dla jakichś nieznanych nam interesów? Może to
forma zapłaty za coś? To oczywiście są pytania, które powinni sobie
zadać fachowcy z Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Jak już wiemy,
mają mnóstwo mądrych zabawek do wyjaśniania takich tajemnic. Na
przykład bezzałogowy i bezszmerowy helikopter do podsłuchiwania i
nagrywania. To może by go wysłać – nad Gorzów, nad Warszawę, nad
Londyn... To nie my mamy wiedzieć, gdzie...

Dlaczego nad Warszawę? Bo mówi się w Gorzowie, że pan Arkadiusz
sprzedał Kopernika warszawskiej spółce, za którą kryje się pewien
ukraiński biznesmen, podobno znajomy (też byłego) premiera Ukrainy
Łazarenki. Parę lat temu Łazarenko uciekł do USA, ale marnie tam mu
się powiodło. Siedzi, bo go oskarżają o pranie brudnych pieniędzy.
Mówią, że wyprał 114 mln dol., czy jakoś tak. Ukraińska prokuratura
oskarża go także o zlecenie zabicia dwóch członków parlamentu.
Słychać, że jak Łazarence źle pójdzie, to może posiedzieć 370 lat.

Zamach PO na PKO BP

Zamach PO na PKO BP
wyrzucili prezesa za to że wypracował 3 mld zysku. Przypominam że
doradcą tuska w sprawach gospodarczych jest prezes PKO S.A
bielecki.PKO S.A na razie przegrywa konkurencję z PKO BP. Skarb
państwa zabrał zysk PKO BP a teraz odwołał dobrego prezesa bez
powodu.

Największy nasz bank znów nie ma szefa. Czwarty raz w ciągu
niespełna trzech lat! Na włosku wisi gigantyczna emisja akcji. Jeśli
padnie, zatrzyma to rozwój banku na lata

Fot. Andrzej Bogacz / AG
Bank PKO BP
ZOBACZ WIDEOSamcik: Ministerstwo Skarbu twierdzi, że nie chciało
głowy prezesa PKO BP

ZOBACZ TAKŻE
Gdzie, u licha, jest premier? (09-07-09, 00:31)
Kto po Pruskim w PKO (08-07-09, 20:53)
Osiatyński: Dymisja Pruskiego to błąd (08-07-09, 20:54)
Kto nowym prezesem PKO BP? Lachowski? Juszczak? (08-07-09, 13:49)
Czystka w PKO BP! Prezes odwołany, rada nadzorcza straci stołki (07-
07-09, 17:30)
Twierdzenie min. Grada, że dymisja była suwerenną decyzją rady, jest
mydleniem oczu. To minister mianował większość członków rady,
włącznie z przewodniczącą Marzeną Piszczek zatrudnioną w oddziale
ministerstwa w Krakowie, która najgoręcej opowiadała się za
odwołaniem Pruskiego - komentuje Witold Gadomski

Bankowy gigant nie ma już prezesa, a w sierpniu może utracić radę
nadzorczą. Minister skarbu, który kontroluje 51 proc. akcji banku,
uważa ponoć, że skoro rada nie dogadała się z prezesem, to trzeba
wyrzucić i jednych, i drugiego. Tyle że wcześniej Aleksander Grad
sam powołał większość członków tej rady!

REKLAMY GOOGLE
Porównanie Kredytów
Kto da Ci kredyt mieszkaniowy? 24 banki w 5 minut. Sprawdź !
www.OpenFinance.pl
Lokata 8% na 2 miesiące
Ekskluzywny zysk i bezpieczeństwo dostępne od 200 tys. Zapraszamy!
www.NobleBank.pl
Lokata 8,09% na 3 mies.
najwyższe efektywne oprocentowanie, załóż bez wychodzenia z domu!
lokaty.open.pl

O co chodzi w tym chaosie?

Ekonomiści nie rozumieją. - Dlaczego rada odwołuje prezesa Jerzego
Pruskiego, który się sprawdził? To błąd - ocenia Jerzy Osiatyński,
b. minister finansów i b. członek rady PKO BP.

Rzeczywiście, ledwie dziesięć dni temu rada nadzorcza pozytywnie
oceniła działalność szefa PKO BP. Bank miał w 2008 r. najwyższy zysk
w historii - 3 mld zł.

Wszystko wskazuje na to, że prezes Pruski padł ofiarą konfliktu w
rządzie. Osiatyński sądzi, że ministrowie Tuska najpierw uzgodnili,
że wezmą z banku cały zeszłoroczny zysk, by ratować budżet, ale
potem minister skarbu się rozmyślił. Stanęło na kompromisie (bank ma
oddać jedną trzecią zysku na dywidendę), ale Pruski i tak musiał
odejść.

- Nie rozumiem, dlaczego za konflikt między ministrami ma płacić
bank i jego prezes - denerwuje się Osiatyński.

PKO BP, który obsługuje ponad 6 mln Polaków i udziela nam co
trzeciego kredytu hipotecznego, jest dla polityków łakomym kąskiem.
Państwowy pakiet akcji wart jest po cenie giełdowej aż 25 mld zł!
Jednak analitycy ostrzegają: tym razem politycy w zabawie bankiem
przesadzili.

Mimo odwołania prezesa PKO BP szykuje się do wielkiej emisji -
jesienią chce sprzedać akcje za 5 mld zł. Pieniądze mają iść na
udzielanie kredytów i kolejną dywidendę, m.in. do skarbu państwa.
Ale czy to się może udać?

- W świat poszła wiadomość o odwołaniu prezesa i jakiejś awanturze.
Inwestorzy jej nie rozumieją. Czy kupią akcje za setki milionów
euro? Nie dam sobie ręki uciąć -mówi nam anonimowo analityk banku z
Londynu.

Zdaniem Marka Jurasia z BZ WBK dymisje prezesa i rady nadzorczej
spowodują, że prace nad emisją akcji zwolnią tempo.

Nawet jeśli bank akcje sprzeda, to po jakiej cenie? Jeśli taniej,
straci setki milionów. Ile? Tego żaden analityk nie podejmuje się
oszacować.

Nad PKO BP wisi chyba fatum. Jesienią 2006 r. po wygranych przez PiS
wyborach z hukiem odszedł długoletni prezes Andrzej Podsiadło. Stery
objął Sławomir Skrzypek, człowiek bez doświadczenia, ale bliski
współpracownik Lecha Kaczyńskiego.

Gdy Skrzypek poszedł do NBP, nastąpiło bezkrólewie i nieudane
konkursy na prezesa. Potem był Rafał Juszczak, rzutki menedżer z
rodowodem w Citi Handlowym. Ale i on szybko musiał odejść.

Po ostatnich wyborach przyszedł Pruski. Miał być dowodem na to, że
PO stawia na niezależnych fachowców.

Ten najważniejszy polski bank, który ma zapewnić gospodarce
stabilność i zachęcić inne banki do udzielania kredytów
wyciągających nas z kryzysu, sam jest najmniej stabilny. W
konkurencyjnym Pekao prezes Jan Krzysztof Bielecki rządzi od prawie
sześciu lat, Sławomir Sikora w Citi Handlowym - sześć lat. Bogusław
Kott w tym roku świętuje 20-lecie w banku Millennium.

Jak PKO BP może się w ogóle rozwijać, gdy karuzela z prezesami kręci
się tak szybko? Marcin Zdral z firmy doradczej Deloitte uważa, że
bank na tym traci: -Wystarczy porównać z innymi. Ile osiągnął np.
Getin Bank Leszka Czarneckiego.

Zamiast walczyć o pozycję lidera w regionie, np. z węgierskim OTP,
PKO BP drepcze w miejscu. Zdaniem Zdrala ratuje go już tylko masa:
jest jak wielki okręt, który trudno wprawić w ruch, ale jeszcze
trudniej zatrzymać.

Marcin Materna z Millennium ujmuje to dosadnie: -PKO BP prowadzi tak
prostą działalność, że trudno ją zepsuć.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ale sie ECE wkopalo......

Ale sie ECE wkopalo......
za "GS"-em

Bój o centrum

Grupa szczecińskich radnych chce unieważnić umowę z firmą ECE na budowę
galerii Kaskada w centrum miasta.

Bój na temat współpracy z niemieckim inwestorem stoczył się już w komisjach
rady, a redakcje otrzymały anonim, przekonujący o stratach jakie poniesie
Szczecin. Decyzja zapadnie na poniedziałkowej sesji.

ECE zamierza zainwestować w Szczecinie 100 mln euro. Za te pieniądze
niemiecka firma ma wybudować nową Pleciugę i Galerię Kaskada - ogromny obiekt
mieszczący 100 sklepów i biur. W zamian za udziały w spółce Centrum Handlowe
Polska 1 Szczecin miał przekazać ok. 1,5 ha gruntu w rejonie al.
Niepodległości, Obrońców Stalingradu i św. Wojciecha. Teren wartości 14 mln
zł zostanie przekazany po wypełnieniu przez niemieckiego inwestora wszystkich
punktów umowy.

Zmiany w umowach

Szczecin jest właścicielem tylko połowy działek potrzebnych do inwestycji.
Pozostałe należą do Urzędu Marszałkowskiego, banku PKO BP, Odry, i prywatnych
osób. Na poniedziałkowej sesji radni debatować będą nad uchwałą o możliwości
przekazania dwóch niewielkich działek pod garażami, wykreśleniem z rejestru
dróg powiatowych części ul. Kaszubskiej.

Mają wyrazić także zgodę na zbycie niemieckiemu inwestorowi udziałów, które
Szczecin będzie miał w przyszłej spółce. Miałoby to nastąpić nie wcześniej
niż powstanie Galeria Kaskada. Wartość udziałów wyceniono na 20 mln zł. Część
z nich może być zamieniona na udziały w spółce będącej właścicielem nowej
Pleciugi.

Echo kontra ECE

Nieoficjalnie wiadomo, że przeciw umowie występuje konkurująca z ECE kielecka
firma Echo Investment. Jest ona właścicielem Galaxy - kompleksu sklepów przy
Pazimie. Echo swój teren kupiło za gotówkę, wylicytowało 123 mln zł, z czego
musiało zapłacić 25 proc.

- Miasto nie zachowało się do końca w porządku, pozwalając na budowę
konkurującej z nami galerii - mówi Marcin Materny z Echo investment. - ECE ma
jednak bardzo skomplikowaną sytuację związaną z własnością terenów i nie
sadzę by z powodzeniem zrealizowano to przedsięwzięcie. Najwcześniej nastąpi
to za jakieś 7 lat, kiedy Galaxy już nieco znudzi się szczecinianom.

Obrona Galaxy

W obronie kieleckiej firmy wystąpiło kilku radnych, którzy domagają się
unieważnienia umowy z ECE. Jak twierdzą jest ona niekorzystna, gdyby miasto
wystawiło teren na przetarg dostałoby pierwszą opłatę za wieczyste
użytkowanie i coroczne opłaty za dzierżawę.

- Podzielam opinię Echo, że jest to niekorzystny dla miasta układ. Trzeba
było rozpisać przetarg na ten grunt, pieniądze wpłynęłyby do miasta. Teren
jest wart 80 mln zł - mówi Jerzy Kobylański z klubu od Nowa. - Miasto zostało
wplątane w jakąś biznesową rozgrywkę między dwoma inwestorami, wyraźnie
stając po stronie jednego z nich.

Wiesław Ostrowski z SLD na posiedzeniu komisji budownictwa Rady Miasta
odczytał z kartki informację ile to miejsc pracy stworzyło już Echo i jaki to
wiarygodny inwestor. Kielecka firma jest w Szczecinie właścicielem dwóch
hoteli, biur i apartamentów.

Słowa należy dotrzymywać

- Co jeszcze można uwalić w tym mieście - zastanawiał się radny Piotr Kęsik. -
Mamy umowy, które należałoby wypełnić, nie patrząc, że podjęli je radni
poprzedniej kadencji.
Radni uzależniają decyzję od ewentualnych konsekwencji zerwania umowy.

- Jeśli zostanie złamana zasada dotrzymywania umów to wiarygodny i
opiniotwórczy kontrahent, działający na rynku europejskim od wielu lat, przez
pryzmat swoich doświadczeń może utrwalić negatywny obraz miasta jako
niewiarygodnego partnera - mówi Marek Mikołajczyk, który w imieniu miasta
negocjował umowę z ECE. - Ludzie się zmieniają, opinia o mieście pozostaje.

Dla wiceprezydenta Leszka Chwata sprawa jest oczywista - ktoś chce nie
dopuścić do realizacji tej inwestycji. a ewentualna konkurencja dwóch
podobnych galerii wyjdzie tylko wszystkim na dobre. Podobnie jat to ma
miejsce w Pruszczu Gdańskim, gdzie koło siebie funkcjonuje kilka
hipermarkeów.

- Każdy chciałby mieć jedyny sklep w mieście. Być może należało inaczej
podpisać te umowy - mówi Leszek Chwat. - Ponad połowa terenów na których ma
być realizowana inwestycja nie należy od miasta. ECE podjęło się trudnej
sztuki scalenia ich. My nie mieliśmy na to środków. Do końca jednak będziemy
mieli wpływ na to, by w centrum miasta nie powstał drugi tak urodziwy obiekt
jak Galaxy.
Jan Dębski, szef polskiego oddziału ECE, nie chce komentować sytuacji.

- Poczekamy do poniedziałku - mówi Jan Dębski. -

NOWA KASKADA

ECE wybudował już kompleks w Łodzi, teraz inwestuje w Krakowie. Ma obiekty w
Pradze, a także w samym centrum Berlina. Galerię Dominikańską we Wrocławiu
osobiście wizytował prezydent Marian Jurczyk, który obawiał się, czy
niemiecki inwestor nie chce zbudować hipermarketu. Wrócił zachwycony.

W Szczecinie ma powstać 100 sklepów w czterokondygnacyjnym obiekcie.
Szczecinianie będą mieli do dyspozycji 850 miejsc parkingowych. Zatrudnienie
znajdzie tu 1000 osób.

niezle bordello no nie?????? ciekawe czy po splawieniu ECE jeszcze ktos
przyjdzie do Szczecina z propozycja inwestycji w centrum miasta????